Fantastyka · 8 min czytania
Kochana Jemiołuszko
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Kochana Jemiołuszko.
Nie mogę w to uwierzyć, że nie żyjesz. Nie mogę się z tym pogodzić, że już nigdy mnie nie przytulisz, nie pogładzisz po włosach, nie powiesz dobrego, pokrzepiającego słowa. Nie wiem, czy dam radę żyć z tą świadomością, że Ciebie już nie ma.
Gdy się pożegnałyśmy, dogoniłam wtedy Hotsborna. Postanowiłam z nim jechać przez jakiś czas; miałam nadzieję dojechać do pierwszego lepszego fortu Nilfgaardczyków i powiedzieć im, że to ja jestem tą prawdziwą Cirillą, księżniczką Cintry. Niestety, nie udało mi się, ponieważ Hotsborn został zabity. Dostałam od niego pięknego konia - karą klacz. Nazwałam ją Kelpie. Jest taki zwyczaj na wyspach Skellige, że za razem spędzoną noc dziewczyna dostaje od kochanka podarunek - co z tego, że Hotsborn nie zdążył nim być?
W czasie rozmów z Hotsbornem dowiedziałam się o miejscowości Zazdrość i miwszkającym tam tymczasowo Bonharcie. Już wcześniej wiedziałam, że Bonhart nas tropił. Wiedziałam także, że Wy tam pojedziecie, aby zabić go. Dzięki Hotsbornowi wiedziałam, że Szczury, mimo że są dobre w walce na miecze, nie dadzą rady takiemu człowiekowi jak Bonhart. Zresztą, sama się o tym przekonałam, na własnej skórze. Umarłaś wtedy, na ziemi, wśród swojej krwi. Poczułąm wtedy tak wielką nienawiść, iż zamiast uciekać przed Bonhartme, stanęłam z nim do walki. Nie zabił mnie wtedy, chociaż bardzo tego chciałam; chciałam tylko jak najszybciej znaleźć się przy Tobie, kochana Mistle.
Później Bonhart upokorzył mnie - tak fizycznie, jak i psychicznie. Traktował mnie jak przedmiot. Tak w sumie to nie żałuję tego, że wtedy nie uciekłam - inaczej nie miałabym mojej Jaskółki. Jaskółka to wspaniały miecz. Nie wiem, czy wiedziałaś o tym, ale w języku elfów moje imię oznacza właśnie Jaskółkę.
Część 22 / 2
Na szczęście, udało mi się uciec Bonhartowi. Nie będę Cię zanudzać szczegółami tej ucieczki, bo są one mało istotne. Bardziej istotne jest to, że zostałam wtedy zraniona w policzek i to, jak uciekłam moim prześladowcom. Dopiero po długim czasie doszliśmy do tego razem z Vysogotą - w ucieczce pomogła mi moja krew, Starsza Krew. Mam nadzieję, że gdy żyłaś, to wiedziałaś, co to takiego Starsza Krew.
Na bagnach Pereplutu, u Vysogoty spędziłam blisko cztery miesiące, głównie na opowiadaniu i garbowaniu skór piżmaków i innych zwierzaków. U niego także kurowałam mój policzek. Codziennie Vysogota przynosił do chaty coraz to gorsze wiadomości od wieśniaków - moi prześladowcy szukali mnie i pytali o mnie w pobliskiej wiosce. A ja ciągle miałam te sny. Sny, które miałam także wtedy, gdy jeszcze wszyscy żyliście: Ty, Jemiołuszko i Reef, Asse, Iskra, Kayleigh i inni. Śnił mi się Geralt i Yennefer ze zmasakrowanymi dłońmi, przykuta do ściany brudnego, zimnego i mokrego lochu...
Gdy spadł pierwszy śnieg, wyruszyłam, aby uratować moich bliskich. Od Vysogoty dowiedziałam się, że mam odnaleźć Wieżę Jaskółki. U kresu mojej wędrówki zaczął mnie gonić Bonhart. Pomyślałam: "Byle tylko szybko znaleźć Wieżę". W miejscu, w którym miała znajdować się Wieża, był tylko stos kamieni. Bonhart też to zobaczył i krzyknął, że już nigdy mu nie ucieknę. I nagle, w miejscu kamieni pojawiła się majestatyczna, czarna wieża. Wieża Jaskółki. Weszłam do Wiezy co chwilę ogladając się, czy Bonhart za mną nie jedzie.
Gdy wyjechałam z Wieży, otoczył mnie zupełnie inny świat. Bardzo żałuję, że nie było Cię wtedy ze mną. Było tam bardzo pięknie, bajecznie, kolorowo, wszędzie pachniało czeremchą, intensywniej, niż w normalnym świecie. Niestety, ten zaczarowany świat okazał się więzieniem. A poza tym żyjące tam elfy chciały mnie wykorzystać do swoich własnych, okrutnych celów. Uciekłam stamtąd z pomocą mojego Konika,…