Środowisko · 6 min czytania
Koci fryzjer
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po kilku godzinach, kot w końcu skapitulował. Kate odetchnęła z ulgą i starła krew, która powoli sączyła się z rany na ramieniu. A wszystko zaczęło się tak banalnie! Od jednego, złego w swej naturze, słowa. „Posprzątaj”. W domu, w którym grasował pseudo-pers nie było to takie proste. W pierwszej kolejności należało owego króla (czy raczej: królową) salonów, wyczesać. Masakra. Frotka nigdy nie była typem uległego lwa kanapowego. Jeśli chciała pieszczot, przychodziła i żądała, a kiedy głaskanie zaczynało ją nużyć, dawała to jasno do zrozumienia, atakując natrętną rękę. Kiedy jej „właścicielka” sięgała po grzebień, rozpętywało się istne piekło. Jednak dziewczyna miała na to swój sposób: ubrać się w coś, coś, co nie ulegnie ostrym jak szpilki zębiskom i przeraźliwym pazurom, następnie zamknąć się z kotem w łazience i ignorować nerwowe pytania z zewnątrz: „Dlaczego ten kot się tak drze?”, czy „co ty mu robisz?”. Nie! To nie było w najmniejszym stopniu zabawne! Kiedy wszystko było przygotowane, ruszyła na poszukiwanie futrzaka. Nie było to proste w domu, królestwie tego stworzenia. Mimo że znała większość kryjówek pupilki, Kate miała ciężkie zadanie. Kotka, przeczuwając co się święci, skryła się najlepiej jak potrafiła i nic nie działało: hałasowanie odkurzaczem, szelest kociej karmy, nawet dźwięk kociego dzwonka (w tym akurat nie było nic dziwnego)! Dziewczyna westchnęła, nie mogąc dojść do tego, gdzie stworzenie się skryło. Cały ten czas szukała przy ziemi, więc może... przeniosła wzrok wyżej. Szafki, komody, stoły. Nic. Jeszcze wyżej i... Eureka! Osłupiała wpatrywała się jak Frotka balansuje na cienkiej deseczce karnisza. Był to niesamowity widok. Zwierze rzuciło jej nienawistne spojrzenie i miauknęło groźnie, jakby mówiło: „tylko spróbujesz mnie stąd ściągnąć, to...”. - Jak ty tam wlazłaś? - zapytała dziewczyna, drapiąc się w głowę. - Chodź – powiedziała, zbliżając się do niej, jednak Frotka syknęła i machnęła, uzbrojoną w ostre pazury, łapą. - Chodź, no chodź – mówiła spokojnie Kate, podstawiając sobie krzesło. Niemal wszystko poszło zgodnie z planem. Kotka znalazła się na ziemi... ale jej właścicielka przyciskała ręce do twarzy. Upewniwszy się, że oczy są na miejscu, dziewczyna rzuciła się za tym agresywnym stworzeniem w pogoń. Trzy razy przebiegały po schodach. W górę, w dół, w górę... w końcu dorwała kotkę, kiedy próbowała wspiąć się na choinkę. Zostawiwszy sobie sprzątanie potłuczonych bombek na później, Kate zaciągnęła swoją zdobycz do łazienki. Już teraz jej ręce poznaczone były czerwieniejącymi kreskami. Wolała nie myśleć, co będzie później. Frotka usiadła w kącie, jak najdalej od dziewczyny i zjeżyła sierść. Ta jednak się nie przejmowała. Chwyciła nowy grzebyk, który zakupiła specjale na tę okazję. Czesanie wypadało raz na dwa, może trzy, tygodnie, więc można było się spodziewać sporych kołtunów. - Zaczynajmy – westchnęła niechętnie, łapiąc kotkę, która syknęła, pokazując białe kły. To było niesamowite! Sposób w jaki to stworzenie…