Inne · 7 min czytania
Kolczaste druty.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kolczaste druty. Tysiące bezimiennych wygolonych głów. Codzienne zmagania z głodem, pragnieniem i ludzką potrzebą odpoczynku. Miliony oczu wypełnionych łzami. Ból. Krzyk. Niewyobrażalne cierpienia. Strach przed wypowiedzeniem jednego słowa. I ten lęk… Lęk przed zmianą w element produkcji, tego, czego byli, na co dzień- fabryki śmierci.
To wspomnienia ludzi, których jedynym błędem było to, że urodzili się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze.
Starsza kobieta trzymająca stare fotografie w ręku. Pamięta ten ścisk w ciężarówce. Przecież było ich tam tak wielu…
Wywiezieni, jak najdalej od wolności, w głąb bolesnych przeżyć. Od początku skazani na śmierć. Za co? Jak to, za co? To przecież tak oczywiste, że głupotą jest pytać…
- Pamiętam, jak szliśmy wszyscy do ogromnego budynku. Popychali nas, traktowali, jak bydło. Dorosłym obiecali pracę, chleb i pieniądze, które można było wysłać do rodziny…- zawiesza głos.- Nam- dzieciom wmawiali, że będziemy czuli się tu, jak w domu…Pomyślałam wtedy: ‘Dom jest piękny’. Byłam malutka. Z Czasem te wszystkie wspomnienia, które jeszcze udało mi się zachować w pamięci, znikały. Nie pamiętałam już ojca, który wraz z bratem wywieziony był do innego obozu. Wiedziałam kim jestem, tylko dzięki mojej mamie, która wciąż była przy mnie. Każdego dnia powtarzała mi gdzie mieszkaliśmy, jak lubiłam bawić się na naszym podwórzu i kochałam przytulać do taty i brata…-Mówi, a przezroczyste łzy rozpoczynają swój bezgłośny taniec...- Kazali nam stać na mrozie. Później rozdzielali ludzi. Kobiety wraz z dziećmi szły na lewą stronę, a mężczyźni i chłopcy na prawą. Rzucili nam ubrania. Brudne, śmierdzące ubrania. Mieliśmy szybko się przebrać i ‘poddać’ zabiegowi obcinania włosów. Pamiętam, jak płakałam. Miałam długi ciemny warkocz, mama zawsze powtarzała „Choćby nie wiem, co się działo, nie pozwól ściąć sobie tych pięknych włosów”. A teraz stała nade mną i ocierając moje łzy próbowała przepraszać mnie wzrokiem. Wszystkie stałyśmy się identyczne. Bez włosów, bez butów, w tych samych ubraniach. Było tak zimno... Później siłą wpychali nas do tych budynków. Pomyślałam tylko: „Tu nie jest jak w domu”. Wszystkie kobiety krzyczały. Dzieci płakały. A ja wlokłam się przerażona trzymając się maminych spodni. Prycze. Prycze. Wszędzie prycze. Czy tak wygląda dom? Czy tak wygląda dzieciństwo? Wtedy, jak przez mgłę pamiętam Niemca, który do mnie podszedł. Schwyciwszy za rękę powlókł za sobą. Nic nie rozumiałam, poczułam tylko ogromny smród i ból w ręce. Później już tylko zastanawiałam się czy nie wystarczy długopisem wypisać numeru, żeby nie sprawiać ludziom takiego bólu… Moją codziennością stało się patrzenie na pracujących ludzi, na karabiny wymierzone w każdego człowieka, na śmierć. Dym unoszący się w powietrzu był dymem wirujących dusz. Co ma powiedzieć matka swojemu dziecku, kiedy zostaje skazana na śmierć w komorze gazowej? Szepcze ciche: ‘Wrócę. Obiecuję.’ A jej dziecko do dziś nie może pogodzić się z tym, jak wiele mu obiecała… Tak naprawdę każda z pozoru identyczna śmierć była inna od poprzedniej i różniła się znacznie od następnej. Dla Niemców była to tylko czysta formalność, którą musieli regularnie wypełniać. Stali się całkowicie odporni na…