Fantastyka · 3 min czytania
Kolejny zwykły dzień
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Znowu zaspałem... Patrząc na zegarek, wskazujący godzinę 10:23, zastanawiam się czy warto w ogóle się dzisiaj podnieść. Przecież to kolejny zwykły dzień, nic nie zaszkodzi jeśli nie będę w nim uczestniczył, prawda? Kot jak zwykle wpatruje się wprost we mnie. Nie, nie we mnie, prędzej za mnie. Ale za mną przecież nic nie ma. To tylko szafka ze starymi słoikami. Postanawiam się podnieść. Podłoga jest jak zwykle zimna jak kamień, no tak, przecież to JEST kamień. Muszę w końcu wytrzepać babciny dywan i rozłożyć na posadzce. Może zrobię to dzisiaj? Spoglądam przez okno. Ciemno. Jak zwykle. Czarne promienie Słońca rozszczepiają się w kroplach radioaktywnego deszczu i padają na glebę, mordując każde stworzenie znajdujące się w zasięgu ich działania. Już mnie to nawet nie rusza, wszechobecna śmierć i rozkład jest całkowicie naturalna, tak jak każdego, zwykłego dnia. Zasłaniam rolety, nie można długo spoglądać na zewnątrz, grozi to denaturacją białek w oczach. Idę do toalety, patrzę w lustro. Na prawie łysej głowie widzę kilka długich, siwych włosów. Zaczesuję je do tyłu. Tak, o niebo lepiej. Smaruję suchą skórę gliceryną, nada jej to blasku. Z kubeczka ze spirytusem wyjmuję moją sztuczną szczękę, śniadanie pewnie będzie twarde, muszę mieć czym gryźć. Korytarz, ciemny, długi, obwieszony portretami malowanymi przez mojego ojca. Kiedy przechadzam się do kuchni, za