Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 6 min czytania

Komary cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wydawało się być oczywiste, że tej nocy już nie zaśnie. - Może to i lepiej - pomyślała - może w końcu uda mi się naprawić to pudło - skierowała wzrok na mocno sfatygowane radio pod oknem. Dwa dni temu obiecała staremu Laurenowi, że pomoże powtórnie tchnąć w nie życie. Tak, miała do tego smykałkę. Ba, podobno urodziła się z śrubokrętem w reku, przynajmniej tak twierdził jej ojciec, po którym miała odziedziczyć takie zdolności. Był mechanikiem, podobnie jak z kolei jego ojciec, więc dziewczyna z racji tego że nie miała brata, który mógłby przejąć po starszym pokoleniu pałeczkę "złotej rączki", była skazana na powodzenie w tej dziedzinie. Faktycznie, znała się na tym nie gorzej niż niejeden fachowiec płci męskiej. Pomimo tych zdolności manualnych oraz kompleksów na temat swojej osoby, nie była chłopczycą. Po pierwsze nie ukrywała się pod ubraniami w rozmiarze XXL. Powodem było głównie to, że kuzyni, po których zwykle dziedziczyła odzież byli drobnej budowy, a nawet jeśli już kupiła sobie jakiś luźniejszy ciuch, zaraz, to niby przypadkiem, zostawał wygotowany podczas pierwszego prania i w mgnieniu oka nie nadawał się już do użytku. Nie, nie wynikało to z roztargnienia Narsil, to jej matka przypominała za każdym razem, bardzo skutecznie, o tym jakiej płci jest jej jedyne dziecko i jakie ubrania przystoi nosić młodej damie. Mama była w tym nie do przebicia. Po drugie rodzicielka nie mogła pogodzić się z faktem, iż dziewczyna woli ślęczeć nad gratami, umazana w smarach itp. paskudztwach, niż czytać o modzie itd. więc od najmłodszych lat wymyślała jej babskie zajęcia. Należały do nich lekcje baletu. Nie chodzi o to, że Narsil ich nie lubiła, wręcz przeciwnie, była zadowolona, że mozolne godziny na sali opłaciły się. Dzięki nim była gibka i potrafiła poruszać się z gracją. Jednak denerwujące było to, że jej własna matka próbuje zmieniać ją na siłę. Myślała teraz o tym wszystkim, mając na uwadze wiadomość jaką miała do przekazania rodzicom. Wreszcie skończyła. - Będzie zadowolony z rezultatu - uśmiechnęła się sama do siebie, pieszczotliwie głaszcząc drewniany, gładki grzbiet radia. Ziewnęła. Zmęczenie dało o sobie znać. Położyła się i wkrótce potem znużył ją sen. Śniło jej się, że idzie przez park. Alejka wydawała się być znajoma. Po prawej stronie dostrzegła boisko do gry w piłkę nożną. Podeszłą bliżej, by przyjrzeć się rozgrywającym mecz. Nie były to znajome twarze, jednak zatrzymała wśród tłumu kibiców. Nie widziała meczu od początku, jednak z krzyków rozentuzjastowanych ludzi można było dowiedzieć się nie tylko jaki jest wynik, ale nawet jak nazywają się żony piłkarzy, kiedy gdzieś obok padały prośby typu : "James! strzelaj w bramkę! no dalej! jeśli nie dla nas, to zrób to dla żony, dla twojej Kate!!Obojętnie, tylko nie stój w miejscu jak ten osioł!!!". Nie wiedziała czy to poskutkowało, bo zaczęła przesuwać się ku tyłowi, by wydostać się z fali rozzłoszczonych…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Komary cz.2 — czytnik · opowiadania