Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Aktualności · 4 min czytania

Koncert King Crimson

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zmieciona z powierzchni, wciągnięta w trąbę powietrzną, uniesiona i zakręcona! Tak się czuję po koncercie King Crimson. Czy ich znałam wcześniej? Nie (wstyd się przyznać?). Czy mi się podobali w necie? Średnio. Jakie wrażenia po koncercie? Mają nową (psycho) fankę!

Rozmowa po dwóch pierwszych kawałkach na koncercie: - Nie wiedziałam, że jest taka muzyka na świecie! - Nie wiedziałaś, że jest rock progresywny? - Wiedziałam, ale nie przypuszczałam, że to się tak objawia!

Z każdym utworem spadała w mojej głowie kolejna zasłona, za którą na przemian znajdowałam rock, jazz, elementy poezji śpiewanej (eteryczny wokal, który mylił mi się czasami z dźwiękiem jakiegoś instrumentu), funk (tak, też), metal i inne nienazwane...

Flet poprzeczny stwarzał eteryczny klimat elfiego świata, do którego za chwilę ze świstem wpadała gitara elektryczna a z boku dudnił bas. Wwiercając się w mózg przeciągle, z głębokim wydechem zawodził saksofon. Palce pianistów śmigały po elektronicznych klawiszach, wyrzucając w powietrze iskry wysokich, ostrych lub łagodnie głębokich tonów.

Trzy perkusje, chwilami niesamowicie skoordynowane a czasem pozornie chaotyczne, wysunięte były na przód orkiestry. To, co bębniarze wyczyniali nie mieściło mi się w głowie. Ich ręce były jak wiatraki, pałeczki poruszały się jak skrzydła ogromnych, ulotnych ważek. Ważki przelatywały z zawrotną prędkością nad bębnami, werblami, uderzały w japoński gong, delikatnie dotykały dzwoneczków i innych dźwięczących blaszek i instrumentów perkusyjnych, które wydawały z wdziękiem i mocą najlepsze ze swoich dźwięków.

Perkusiści byli jak natchnieni, zagłębieni w muzyce po łokcie, po szyję. Zmienne rytmy, wspaniałe bębnienie i ciężka fizyczna praca łączyły się w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%