Romans · 5 min czytania
Koniec milosci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Od okna bije blask, mocne słońce rozjaśnia świat, wybiela niebo. Dziewczyna mruży zaspane oczy, odgarnia nieuczesane włosy z czoła, ręką sięga do kieszeni płóciennych spodni. Przed chwilą jej telefon komórkowy dał znać, że dostała wiadomość. Naciska przycisk aktywujący funkcję „odbierz“ i w skupieniu odczytuje krótki tekst. Marszczy czoło, „wyznanie miłości...“ mruczy do siebie, „niech mnie zostawi w spokoju“. Znowu odrzuca włosy z twarzy niecierpliwym gestem, jakby chciała pozbyć się natrętnych myśli. Wspomnienie tego chłopaka pojawia się samo, mimo tego, że nie chce pamiętać, nie chce zawracać sobie tym głowy. Niebieskie oczy patrzące spod jasnych, długich rzęs, krótko obcięte włosy, tak, że prawie nie można było odgadnąć ich koloru. Zresztą było ciemno. Patrzył na nią poważnie, jakby rozgrywało się między nimi coś bardzo ważnego. A ona się uśmiechała i opuszczała rzęsy. Sama do niego podeszła w tym barze, była po paru piwach i nudziły jej się rozmowy ze znajomymi. Zawsze było tak samo: knajpa, po kilka szklanek alkoholu na głowę i dialogi o niczym. Zaczepiła go pod drzwiami łazienki, właśnie miał wychodzić; spojrzał na nią uważnie, jej oczy blyszczały w półmroku, uśmiech lekko unosił kąciki ust. Zaczęli rozmawiać i wiedziała, że jest nią zainteresowany. On też jej się podobał, był wysoki i smukły, chyba młodszy od niej ale na jego twarzy malowała sie powaga dojrzałego człowieka. Wypili razem kolejne drinki i nad ranem wyszli z baru. Znajomi nie stawiali pytań widząc ją opuszczającą lokal w towarzystwie nowo poznanego kolegi. Tak to już z nimi było, nadawali się tylko do wspólnego imprezowania, poza tym nikt nikim tak naprawdę się nie interesował. Chłopak odprowadził ją pod drzwi budynku w którym mieszkała. Było już prawie rano, miała zamiar szybko się pożegnać i wspiąć po schodach na pietro. Spojrzała w te poważne oczy i poczuła do niego sympatię. Tak miło spędzili razem czas. Stanęła na palcach i przytuliła twarz do pachnącej resztką męskich perfum szyi. Wtedy ją pocałował. Ugieły się pod nią kolana. Każdy jego pocałunek czuła między nogami, jakby echo niosło go dół i sprawiało, ze czuła jego usta na tamtych wargach. Wszystko potoczyło sie naturalnie. Zsunęła dżinsy do kolan, odwróciła się i oparła dłońmi o ścianę. Bez trudu dostal się do środka, i właśnie dlatego, nie z bólu, wydała z siebie zduszony okrzyk. Poruszał się rytmicznie, z wprawą, nie za mocno, jakby starał się być delikatny. Gdy poczuła skurcze orgazmu odwróciła głowę i…