Filozofia · 6 min czytania
Koniec Świata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce dopiero wstawało znad horyzontu, jednak miasto już dawno się zbudziło. Zgiełk i hałas wypełniały ulice. Jedni gonili gdzieś każdy za swoimi sprawami inni jeszcze w domach, z rodzinami lub samemu pilnowali czasu aby zdołać wykonać restrykcyjny i wcześniej ściśle określony plan dnia. Czas… zawsze go mało. Przez czas zapominamy o tym co najważniejsze i zajmujemy się bzdurami którymi cały jest wypełniony co dzień. Jest jak narkotyk który uzależnia silnie i całe pokolenia, pompowany przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Nie można pójść na odwyk, trzeba nauczyć się z nim żyć. Narkotyk ten powoduje choroby gorsze niż czarna ospa czy malaria i zawsze powoduje śmierć długą, bolesną i straszną. Długość jego działania przyczynia się do zatracenia świadomości, że czeka nas nieubłagany koniec, i to jest jego najgorszy skutek. Gdy nie mamy tej świadomości zapominamy o rzeczach ważnych, bierzemy się za bzdury… Poranne, słabe światło nie pewnie wkraczało do ponurego pokoju. Wypełniały go poniszczone już i zakurzone meble z poprzedniej epoki, czarno-białe zdjęcia jakiejś uśmiechniętej pary oraz nowsze, kolorowe fotografie dzieci, wytarty dywan, plazmowy nie pasujący do reszty wystroju telewizor, teraz cicho grający pokazując kanał z wiadomościami. W rogu tego pustego, jakby się mogło zdawać na pierwszy rzut oka pokoju, siedział na dużym wygodnym i miękkim fotelu starszy człowiek. Światło lampki nocnej wyeksponowało jego zmarszczki iż wydawał się jeszcze starszy niż w rzeczywistości był. Siedział tak zgarbiony patrząc gdzieś w nieokreślone miejsce, pod nogi, zadumany. Czarne oczy zdradzały zmęczenie. Zdradzały też, że ten człowiek przeżył wiele, wiele złego. Ślina zaczęła mu kapać z uschniętych ust prosto na wytarty dywan i stare, zniszczone kapcie. Nie miał siły aby zamknąć usta. Był stary i bardzo chory, nie jadł od paru dni gdyż nie potrafił utrzymać w dłoni nawet widelca. Wyjście do toalety było już niemal nie możliwe. Pozostało mu siedzieć na tym fotelu i czekać… Nie na pomocną dłoń, nie na towarzysza gdyż nie miałby na kogo czekać. Z trudem podniósł wzrok, słabe załzawione oczy. Zobaczył w oddali, rozmazane zdjęcia. Postacie na nich widział oczami wyobraźni gdyż nie dostrzegał ich z tak daleka. Zobaczył córkę, była piękna i mądra. Nie dożyła trzydziestki, zginęła na miejscu w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę… on przeżył. Jak on wtedy płakał. Wylał z żoną morze łez, przeklinał Boga, nienawidził wszystkich tych szczęśliwych, uśmiechniętych ludzi. Miał do nich żal, że są szczęśliwi… czemu on a nie oni?! Na tym samym zdjęciu obok siostry widniał jego syn, jego duma. Prawie zawsze uśmiechnięty z zapasem dowcipów na każdą okazję, dusza towarzystwa. Złota rączka z głową do biznesu. Śmierć siostry, problemy z żoną oraz…