Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 8 min czytania

Koniec Swiata

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jakąś dziwną logiką przyjmuje się, że koniec wieku to synonim końca wszystkiego. Właśnie w tym czasie wychodzą na światło dzienne wszelkiej maści przepowiednie, przepowiadane przed zastosowaniem ziółek (baba Wanga) lub tabletki (Nostradamus). Ludzie w czasach poza klęskogennych byli całkiem normalni i zajmowali się innymi, pożyteczniejszymi sprawami, jak wojny, naprzykład ... Nie dziwmy się więc, że pod koniec tysiąclecia przepowiednie wracają z dziesięciokrotnie większą siłą. Dodamy do tego Dolby i kino 3D a obraz apokalipsy sam się uzupełni, bez naszego udziału nawet.

Jak nędznie musiały wyglądać apokalipsy na przełomach wieków jakiejś 50 tysięcy lat temu. Z rysunków w jaskiniach, kiedy nic oprócz węgla, kredy i ochry nie było, trudno wywnioskować, jakie przeżycia i myśli targały naszych przodków jaskiniowców przed nadejściem zagłady (chwila moment... a skąd wiedzieli kiedy jest przełom wieku?).

Dziś wszystkie telewizyjne kanały popularno-naukowe prześcigają się w nadawaniu programów apokaliptycznych. Codziennie lecą przynajmniej dwa filmy o tytułach typu „Zagłada świata”, „Koniec naszej cywilizacji” itp. Tylko w czasie świąt oglądałem 4 takie dzieła sztuki filmowej, które pod względem technicznym były bez zarzutu: świetne animacje, collage autentycznych zdjęć z próbnych wybuchów jądrowych z lat 50-tych ubiegłego wieku i klęsk żywiołowych świeższej daty. Braki rzeczywistych wydarzeń uzupełniały sekundowe migawki tworem bujnej wyobraźni twórców, których chyba opłacano według ilości efektów specjalnych. Ulubione ujęcie filmowców to spadająca z nieba bryła, przeszywająca horyzont na wskroś i wpadająca efektownym wybuchem w samym środku zmontowanego miasta, najczęściej znana metropolia (Nowy Jork, Londyn lub Paryż), tak jakby spadając na Czelyabinsk straciła na znaczeniu. Jednak w tym coś jest, bo Google się zawieszają podczas lokalizowania tej metropolii.

Temat katastrof kosmicznych i koniec życia na ziemi często bywa poruszany w rozmowach z moimi znajomymi. Dlatego zdecydowałem się upolować program, który potwierdzi lub zaprzeczy takiej możliwości, a ja, zaopatrzony w fakty i liczby, będę mógł prowadzić bardziej merytoryczną dyskusję.

I trafił się taki na National Geographic (sorry za kryptoreklamę) i wbrew pozorom w cale nie przypadkowo, bo ogłaszano go 3 dni wcześniej, co 15 minut w trakcie innych programów apokaliptycznych. Nadszedł czas nadawania... tytułu dokładnie nie pamiętam, „Przepowiednie Majów” czy coś w tym rodzaju. Usiadłem wygodnie by nie spaść z krzesła i nawet herbaty sobie nie zrobiłem. Młody, dwudziestoparoletni prezenter prowadził rozmowy i wywiady z autorytetami w dziedzinie cywilizacji Majów. Na początku była rozmowa z, jakby inaczej, dyrektorem muzeum Majów w Meksyku. Narracja toczyła się wokół wiedzy astronomicznej Majów. Jakoś jednak nie powaliło mnie to z nóg. Po tym, co już wiem na temat wiedzy astronomicznej w starożytnym Egipcie i Sumeru dawno przestałem patrzeć na ludzi sprzed 5000 lat jak na nieświadomych tłumoków.

Prowadzący w dość zaangażowany sposób zadawał pytania związanych z przepowiednią, lecz dyrektor koncentrował się na opowieściach związanych z obyczajami i stylem życia wielkich Majów na tle doskonałych panoramicznych ujęć miasta Popocatepetl, które urzekało swoją monumentalnością. Pokazano zabudowania czegoś, co nazwano „stadionem”, choć niczym tego nie przypominało. Potem odtworzono „grę w piłkę nożną” na tymże stadionie, co raczej należałoby nazwać „piłką kolanową”, bo wolno było kopać tylko kolanem. Podczas gry piłkarze „odtwarzali ruchy gwiazd i planet, a więc gra sama w sobie była przepowiednią”. Takie stwierdzenie zadziałało na mnie jak uderzenie łokciem w żebro. Byłem tak zaskoczony tą konkluzją, że przez następne…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Koniec Swiata — czytnik · opowiadania