Koniec Swiata
Jakąś dziwną logiką przyjmuje się, że koniec wieku to synonim końca wszystkiego.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jakąś dziwną logiką przyjmuje się, że koniec wieku to synonim końca wszystkiego. Właśnie w tym czasie wychodzą na światło dzienne wszelkiej maści przepowiednie, przepowiadane przed zastosowaniem ziółek (baba Wanga) lub tabletki (Nostradamus). Ludzie w czasach poza klęskogennych byli całkiem normalni i zajmowali się innymi, pożyteczniejszymi sprawami, jak wojny, naprzykład ... Nie dziwmy się więc, że pod koniec tysiąclecia przepowiednie wracają z dziesięciokrotnie większą siłą. Dodamy do tego Dolby i kino 3D a obraz apokalipsy sam się uzupełni, bez naszego udziału nawet.
Jak nędznie musiały wyglądać apokalipsy na przełomach wieków jakiejś 50 tysięcy lat temu. Z rysunków w jaskiniach, kiedy nic oprócz węgla, kredy i ochry nie było, trudno wywnioskować, jakie przeżycia i myśli targały naszych przodków jaskiniowców przed nadejściem zagłady (chwila moment... a skąd wiedzieli kiedy jest przełom wieku?).
Dziś wszystkie telewizyjne kanały popularno-naukowe prześcigają się w nadawaniu programów apokaliptycznych. Codziennie lecą przynajmniej dwa filmy o tytułach typu „Zagłada świata”, „Koniec naszej cywilizacji” itp. Tylko w czasie świąt oglądałem 4 takie dzieła sztuki filmowej, które pod względem technicznym były bez zarzutu: świetne animacje, collage autentycznych zdjęć z próbnych wybuchów jądrowych z lat 50-tych ubiegłego wieku i klęsk żywiołowych świeższej daty. Braki rzeczywistych wydarzeń uzupełniały sekundowe migawki tworem bujnej wyobraźni twórców, których chyba opłacano według ilości efektów specjalnych. Ulubione ujęcie filmowców to spadająca z nieba bryła, przeszywająca horyzont na wskroś i wpadająca efektownym wybuchem w samym środku zmontowanego miasta, najczęściej znana metropolia (Nowy Jork, Londyn lub Paryż), tak jakby spadając na Czelyabinsk straciła na znaczeniu. Jednak w tym coś jest, bo Google się zawieszają podczas lokalizowania tej metropolii.
Temat katastrof kosmicznych i koniec życia na ziemi często bywa poruszany w rozmowach z moimi znajomymi. Dlatego zdecydowałem się upolować program, który potwierdzi lub zaprzeczy takiej możliwości, a ja, zaopatrzony w fakty i liczby, będę mógł prowadzić bardziej merytoryczną dyskusję.
I trafił się taki na National Geographic (sorry za kryptoreklamę) i wbrew pozorom w cale nie przypadkowo, bo ogłaszano go 3 dni wcześniej, co 15 minut w trakcie innych programów apokaliptycznych. Nadszedł czas nadawania... tytułu dokładnie nie pamiętam, „Przepowiednie Majów” czy coś w tym rodzaju. Usiadłem wygodnie by nie spaść z krzesła i nawet herbaty sobie nie zrobiłem. Młody, dwudziestoparoletni prezenter prowadził rozmowy i wywiady z autorytetami w dziedzinie cywilizacji Majów. Na początku była rozmowa z, jakby inaczej, dyrektorem muzeum Majów w Meksyku. Narracja toczyła się wokół wiedzy astronomicznej Majów. Jakoś jednak nie powaliło mnie to z nóg. Po tym, co już wiem na temat wiedzy astronomicznej w starożytnym Egipcie i Sumeru dawno przestałem patrzeć na ludzi sprzed 5000 lat jak na nieświadomych tłumoków.
Prowadzący w dość zaangażowany sposób zadawał pytania związanych z przepowiednią, lecz dyrektor koncentrował się na opowieściach związanych z obyczajami i stylem życia wielkich Majów na tle doskonałych panoramicznych ujęć miasta Popocatepetl, które urzekało swoją monumentalnością. Pokazano zabudowania czegoś, co nazwano „stadionem”, choć niczym tego nie przypominało. Potem odtworzono „grę w piłkę nożną” na tymże stadionie, co raczej należałoby nazwać „piłką kolanową”, bo wolno było kopać tylko kolanem. Podczas gry piłkarze „odtwarzali ruchy gwiazd i planet, a więc gra sama w sobie była przepowiednią”. Takie stwierdzenie zadziałało na mnie jak uderzenie łokciem w żebro. Byłem tak zaskoczony tą konkluzją, że przez następne…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil tsanyonet
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…