Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Religia · 4 min czytania

Kontemplacja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Stałem jak penis, w jednym miejscu. Jedynym urozmaiceniem było dla mnie przenoszenie ciężaru ciała z nogi na nogę. W takim bezruchu jest to ulga i jedna z niewielu przyjemności. Lewa noga, prawa noga. Mmmmm… Jak dobrze. Rozglądając się wokół widziałem: z lewej ścianę, ładną, z wysokim drewnianym cokołem. Z prawej tłum ludzi. Ale w tamtym momencie ich człowieczeństwo było wątpliwe. Stali lub siedzieli, patrząc się na mury, noszące wymalowaną historię męki. Zupełnie jak ja. Tylko, że oni wyglądali jakby nie myśleli. Jakby ich świat kończył się metr przed ich stopami, a ich myśli zablokowane były przez monotonny głos męski, dolatujący gdzieś z oddali. Mój mózg odruchowo szukał pożywki, jakichś emocji, jakiejś nadziei. Uszy wyłączyłem, a raczej nie zwracałem uwagi na głos, który do nich dolatywał. Oczyma wodziłem po otaczającym mnie tłumie zombie. Ci nieludzie dzielą się na dwa rodzaje. Są zombie siedzące i rodzaj stojący. Jest jeszcze podgrupa opierających się o ścianę, ale ci są bardziej ludzcy. Ktoś, kto w takim miejscu jeszcze nie był, mógłby się przestraszyć, że monolog koślawego retoryka, właściciela głosu, może przejąć nad nim władzę i zamienić go w bezmózgiego słuchacza. Ja się nie bałem. Pochłonęły mnie moje majaki. Sny na jawie. W głowie grała mi wewnętrzna muzyka. Stopa, werbel, stopa, jeszcze jakiś wokal i już jestem gdzie indziej. Latam sobie w chmurach, lecąc dzięki wewnętrznej sile, która bierze się z nikąd. Pęd zapiera dech. Wyobrażam sobie siebie jako różne osoby, będące w różnych sytuacjach. Marzę o rzeczach nieosiągalnych. Jest cudnie. Głosu nie słychać. Słyszę muzykę, której nie można zdefiniować. Nie jest to jednak kakofonia, tylko genialne…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kontemplacja — czytnik · opowiadania