Filozofia · 5 min czytania
Kontrasty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kubek czarnej kawy stoi na parapecie. Sięgająca po niego dłoń jest dłonią mężczyzny o twarzy tak nieokreślonej, że nawet kilkugodzinne studiowanie nie pozwala na nazwanie właściwych jej cech. Mężczyzna ma włosy stargane, spod których patrzą oczy wciąż poszukujące istoty tłamszącej go rzeczywistości. Ma zaciśnięte usta i jak zastrzyk rozluźniający mięśnie działa na nie dotyk porcelanowego kubka z ciepłą cieczą, jaka rozlewa się po wnętrznościach powodując naraz doznanie zmysłowości trwania w tym świecie. Michał wstał dziś w nastroju metafizycznym. Prawie nie pamięta o sobie samym, prawie nie oddycha, nie je, nie myśli, ale pamięta, oddycha, je i myśli bo przecież musi się podnieść, gdzieś w głębi swego umysłu wie, że musi się podnieść, doznać kilku absurdalnych wrażeń, choć przecież wszystkie są podobnie absurdalne, te pochodzące z zewnątrz, konieczne, praktyczne, ale i te, które unoszą go kilka centymetrów nad podłogą przygwożdżając jednocześnie sztyletem wschodzącego słońca, ubranego dziś w szyderczą maskę prześmiewcy. Michał wstał dziś w nastroju metafizycznym. Czy jest to poniedziałek czy czwartek, czy umówił się dziś na obiad lub miał zrobić pranie, jakie to ma teraz znaczenie, wszystkie sprawy doczesności odchodzą na dalszy plan, gdyż właśnie teraz Michał musi rozpocząć swoją misję zbawiania tych kilku godzin, tego czasu udręki, jaka przydarzyła mu się znowu, działo się to co jakiś czas, zwykle zbyt krótki by zapomnieć o poprzedniej, a co, jak można się domyślić, działało na tyle destabilizująco na życie Michała, iż bez zbytniej emfazy można by go określić jako nadwrażliwca. I jakiż żal, gniewało to chłopca, że wyrażanie myśli, jakie towarzyszyły mu na drodze donikąd stawało się wtedy takie mozolne. Może w przeciwnym razie byłby poetą, dramaturgiem, kimkolwiek. Parę marnych wierszy, które skreślił w chwilach autentycznego bólu było marnej jakości, przyznawał to przed samym sobą. Więc co teraz? Co w zamian? Ach, gdyby tak być artystą, gdyby poderwać umysł i ciało do lotu w przestworza pełne strof, wulkanicznych erupcji żarzącej się lawy natchnień, prowokacji talentów i konwulsji estetycznych. I szaleć, i nie spać, i płakać