Horror · 4 min czytania
Koszmar
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Noc była młoda, a Patryk bał się tak bardzo, jak nigdy dotąd. O zmierzchu zgubił się w ciemnym lesie, gdzie ze swoim młodszym bratem zbierał grzyby. Powoli odchodził już od zmysłów z przerażenia. Nie wiedział gdzie jest, ani która jest godzina. Wręcz stawał na głowie, by się tylko wydostać, ale skutek był taki, że jeszcze bardziej zagłębiał się w labirynt drzew. Nigdy – ku swej zgubie – nie miał zmysłu orientacji w terenie. Potrafił się wszędzie zgubić, nawet z mapą w rękach. Chłopak podnosił się jednak na duchu myślą, że kiedyś musi zacząć świtać, a wtedy ktoś zacznie go szukać. Nie zanosiło się na to. Niestety. Ale przecież musieli się zorientować, że gdzieś zniknął! Koło północy, kiedy Patryk był już porządnie zziębnięty i przerażony nie na żarty, wyszedł na niewielką polankę. Z uczuciem niewiarygodnej ulgi ujrzał na jej środku mały, uroczy domek. Zapukał do drzwi. Po krótkiej chwili otworzyła mu stara, siwa kobiecina. Jej kamienna twarz nie zdradzała żadnych uczuć. - Mamy gościa. – powiedziała zimnym, obojętnym tonem. Trzej siedzący w środku mężczyźni podnieśli się z krzeseł. Patryk wytrzeszczył oczy ze zdziwienia i po części przerażenia. Jeden ze zbójów miał oko zakryte przepaską, a zamiast lewej ręki drewnianą protezę. Drugi z nich dzierżył w dłoniach dwa duże, staromodne rewolwery i miał całą twarz w bliznach po poparzeniach. Trzeci był widocznie tak nieopisanie ohydny, ze skrywał się cały pod mnisim habitem, by nawet swoich towarzyszy nie razić swym widokiem. Ogromny rotwailer siedzący przy kominku niedaleko nich podniósł się i wyszczerzył kły w parodii upiornego uśmiechu. Pies z wiadomym zamiarem rzucenia się na Patryka wstał i powoli, skradając się ruszył w jego stronę. Chłopiec kilka sekund patrzył zwierzęciu w oczy i próbował zebrać myśli, kłębiące się w jego głowie. „Uciekaj! Uciekaj!” krzyczał jakiś ostrzegawczy głos. Nagle – nie zdawszy sobie do końca sprawy z tego, co robi, obrócił się na pięcie i wpadła na…