Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 7 min czytania

Kot, czarownice i Stare Bractwo

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Postać owinięta w czarny płaszcz skradała się między drzewami. Zatrzymała się nieopodal chaty schowanej w lesie. Okryty czernią nocy domek sprawiał wrażenie opuszczonego. Postać pomknęła w stronę budynku. Padał siarczysty deszcz. Mężczyzna zapukał do drzwi. Jego aksamitno czarny płaszcz ociekał z wody. Trzymał w rękach starannie okryte zawiniątko. Po dłuższej chwili drzwi zaskrzypiały niepewnie. Z powstałej szpary zerkała kobieta w różowej koszuli nocnej. Chciała sprawiać pozory gotowej na wszystko, ale z głębi jej oczu emitował paniczny strach. Przybysz szepnął coś do kobiety. Jego głos zagłuszył dudniący o dach deszcz. Kobieta powoli otworzyła szerzej drzwi. Na jej ramieniu pojawiła się gęsia skórka, gdy chłód wparował do środka. Z pewnym wahaniem zaprosiła przybysza do mieszkania. Podał jej ostrożnie zawiniątko i bez słowa obrócił się na pięcie. Angie stała w progu patrząc jak postać znika wśród drzew. Później spojrzała na mały tobołek, który się poruszył. Ostrożnie odchyliła materiał, spod którego wyłoniła się mała główka. Dwa małe błękitne punkciki obserwowały ją z uwagą. Angie nerwowo rozejrzała się dookoła, upewniwszy się, że nikt jej nie obserwował szybko zamknęła drzwi. * * * To był strasznie nudny dzień. Najpierw było parno a teraz za oknem szalała burza. Zrobiło się szaro i ciemno mimo wczesnej godziny. Grzmoty zdawały się coraz głośniejsze a błyskawice jakby bardziej oślepiające. Było to bardzo irytujące zjawisko. Do tego stopnia, że nawet ciotka Angie zdawała się być zdenerwowana. Starała się to zamaskować, krzątaniną po domu, sprzątaniem, szydełkowaniem i innym zajęciami, które były typowe dla cioci Angie. Burza cały czas narastała. Była bliska apogeum. Erda siedziała przy oknie. Drgnęła niespokojnie, gdy na parapet obok wskoczył ich czarny kot. Spojrzała w jego jadowicie zielone oczy. Kot odwrócił od niej łeb, który powędrował w kierunku podwórza za oknem. Erda znów wbiła wzrok w czarne od chmur niebo. Słyszała odgłosy mycia naczyń dobiegające z kuchni. Ciocia Angie była coraz bardziej zdenerwowana. Erda też to czuła. Irytacje, nawet trochę złości oraz lekką nutę żalu. Dziś miała iść na ryby. Rozpadało się. Ciotka uspokajała ją, że to przejściowy deszcz. Nagły błysk. Grzmot. Dudnienie o dach. I znowu jasny sztylet rozcinający niebo. Krzyk. Krople krwi spadają na dach. Zadrżała. Poczuła na sobie koci wzrok. Cicho miauknął. Odwróciła głowę na bok. Wpatrywał się w nią. Widziała teraz tylko jadowitą zieleń. Została zalana kolorem. Błysk. Grzmot. Dudnienie. Kot zamruczał. Sztylet. Krzyk. Krew. Szkarłat zmieszał się ze szmaragdem. Nie to nie jadowita zieleń. Czerwień. Kałuża krwi. Oczy. Zimne. Martwe. Nóż przebija jej ciało. Wrzeszczy. Upada w kałużę krwi. -Ogłuchłaś całkiem?!- Ciocia Angie wpadła do pokoju. Erda podskoczyła. Była spocona i zdyszana. Kot rzucił jej jeszcze jedno najzwyklejsze kocie spojrzenie i zeskoczył z parapetu. Odprowadziła go obłędnym wzrokiem. Nie rozumiała, co się stało, ale wiedziała jedno. Coś się zbliża. Coś okropnego. -Chociaż spójrz na mnie, kiedy mówię do ciebie! -Co?- Wyrwała się z resztek wizji. -Co z ciebie wyrośnie… Mówię od 5 minut żebyś mi pomogła przy cieście! -Robisz ciasto ciociu? -Na Boga w końcu pojęłaś! Już całkiem zła ciotka szybkim krokiem wymaszerowała do kuchni. Erda zwróciła twarz do okna. Wolnym krokiem odeszła od parapetu i myśląc intensywnie nad zajściem udała się za ciocią. Burza ucichła pozostawiając po sobie świeżo pachnące…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%