Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Kot w pustym mieszkaniu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przed chwilką wszedł w mokrym płaszczu do domu, rozebrał się, po czym usiadł na kanapie obok mnie. Mój pan. Mój starszy pan. - Chodź, kotku – wyjąkał tylko i delikatnie podniósł mnie z lekkim drżeniem rąk, układając na swoich kolanach. Położył ciepłą rękę na moim grzbiecie, ja zaś wpatrywałem się w niego. Widziałem na jego twarzy lekki uśmiech. Gładził mnie po grzbiecie, tak jakbyśmy byli tylko my i nikt więcej. Uśmiechał się tak, jakby na moment zapomniał o wszystkich problemach tego świata. Jakby liczyła się tylko chwila. Przyglądałem się dyskretnie myszy, która teraz chodziła na półce ze starymi talerzami. Niestety stłukła jeden. Talerz spadł z hukiem na podłogę. Mój pan zerwał się na równe nogi i z przerażeniem zaczął rozglądać się wokół. Cały roztrzęsiony podszedł i zamiatał kawałeczki, które rozprysnęły się aż do samej kanapy. Ledwie powstrzymywał migoczące w oczach łzy, a sine oczy wyrażały jego zmęczenie. Upadł. Leżał tak przez kilka dni, ja zaś nie mogłem nic zrobić. Układałem się jedynie obok niego wtulając w przepełnioną jego zapachem zniszczoną koszulę. Kiedy tak leżałem pogrążony w myślach, wpadłem w rozpacz. To nie było normalne zachowanie mojego pana. Wyczuwałem przecież każdy jego gest, każde uczucie i zmartwienie, jakie okazywał. Czułem wszystko. Wystarczyło, że uśmiechnął się mgliście, a ja zdawałem sobie sprawę z tego, co się dzieje. Z tego, co czuje. Czasem sam uśmiechałem się do niego, lecz on chyba tego nie widział. Nagle trzech mężczyzn weszło bez pukania do domu. Rozejrzeli się tylko, powytykali palcami, zabrali stary telewizor, kanapy i lampę. Nie było to dla mnie istotne. Dusza jest jedyną wartością, która wyraża nas samych. Lecz kilka dni później i jego mi zabrano. Pocieszałem się myślą, że przecież to było tylko ciało, a moja pamięć i on jest wciąż ze mną. Do tej pory widzę jego oczy pełne blasku przepełnione radością, kiedy oglądał film. Do tej pory czuję jego rękę na swoim grzbiecie i krople deszczu na nim, kiedy chodziliśmy na spacery. Tak naprawdę nic się nie zmieniło. Wciąż chodzimy na spacery, wciąż razem się śmiejemy, oglądając byle jakiej jakości film. Tyle, że jego nie ma. Ale... Jednak jest. Pamięć i ja – jego dzieło, jego wychowanek. Czuję się tak, jakbym był jedną nutą w utworze muzycznym, jedną kroplą w ogromie oceanu. „Jak ja sobie poradzę?!” – Pomyślałem i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%