Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 3 min czytania

Kraina

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kraina

Zdecydowanie była to Kraina. Kraina zwykła w najbardziej zwykły z możliwych sposobów. Z premedytacją pozostawała tylko i aż Krainą bez względu na wszystko na tym świecie. Nigdy nie była Krainą smutku, Krainą łez, Krainą rozpaczy... Daleko było jej też do Krainy szczęścia lub radości. W jej istnieniu było wszystko i nie było nic. Cały pędzący z zawrotną prędkością świat przepływał przez nią ani jedną swoją jednostką nie pozostając w niej dłużej niż milionowe części sekund. Tej Krainy nie można było odwiedzić, można było jedynie przyjąć ją do siebie. Otworzyć się przed nią. Pozwolić jej wniknąć w głąb własnej duszy. Wiązało się to jednak z zagrożeniem. Z ogromnym zagrożeniem...

Marzena

Czemu on znowu pali? Każdy cholerny pretekst jest dobry, żeby oddać się temu durnemu nałogowi. Ani to zdrowe a jeszcze śmierdział będzie. On chyba specjalnie wszczyna kłótnie, żeby móc sobie zapalić. Wychodzi na balkon i pali. Wielki zdenerwowany. Myślałby kto. On pali a ja rzygam tymi jego fajkami. Miał przestać. Obiecał. Nie, obiecywał. Że nie będzie, że rzuci to gówno. Że koniec. Że ma silną wolę. Kurwa, szlag by go trafił. Jak dziecko. Ale co ja mu będę gadać. Dorosły gówniarz jest. Ale mówiłam mu: Nie będziesz palił w moim domu! Dość tego. Cholera jasna dość!

Balkon , Marzena

- Słuchaj Marek, tak nie będzie słyszysz?! Nie masz pracy, ja Cię utrzymuję, haruję od rana do nocy 6 dni w tygodniu nie po to, żeby opłacać Ci papierochy i piwo! Co się tak gapisz jak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%