dla-dzieci · 20 min czytania
Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. roz. III
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Poranek przywitał przyjaciół gorącym słońcem. Dziwne, w tak piękny dzień, Miś był spięty, skupiony i jak nigdy poważny. Pajacyk nie zwracał uwagi na fochy pluszowego przyjaciela, pochłonięty skubaniem malin z pobliskiego krzaka. Delikatny, soczysty miąższ mile łechtał drewniane podniebienie, słodki sok szeroką strużką spływał z uśmiechniętych ust.
- Mniam, mniam. Życie czasami mnie rozpieszcza.
— Pinokio, dobrze się czujesz? Coś ty taki wesoły? - burknął Miś szorstkim głosem.
Pajacyk nawet nie mrugnął okiem, dalej raczył się garścią dorodnych malin. Wyglądało, że nie jest zainteresowany rozmową.
Miś nie odpuszczał.
- Pajacu, zrozum, czuję się podle. Zaraz ci wszystko wyjaśnię.
A Pajacyk nic.
- Nie wiem dokąd ta nasza wędrówka prowadzi i jakoś trudno jest mi ten staw i Dolinę Duchów sobie wyobrazić. Moja wiedza mi podpowiada, że... — rzucił, spoglądając z wyrzutem na drewnianego przyjaciela.
Pinokio ściągnął brwi, gwałtownym ruchem poprawił czapeczkę.
— Misiu, zachowaj ją dla siebie, proszę. Zapewniam, że ten twój staw na pewno nie ucieknie, a do Doliny Duchów została zaledwie mila, góra dwie, zresztą dobrze nie pamiętam.
Część 22 / 6
Głos Pajacyka wyrażał skrajne zniecierpliwienie.
— Ok, ok. — odpowiedział potulnie Miś i od jakby od niechcenia zabrał się za pakowanie plecaka.
Godzinę później mali wędrowcy maszerowali szeroką, polną drogą. Zboże na polach szumiało, ćwierkały ptaki. Z każdym krokiem misiowe smutki ulatywały w niebyt. Zielone, cudownie pachnące łąki i pola dawały poczucie wyzwolenia i bezgranicznej wolności. Spotkane rośliny wydawały się niewyczerpane w tworzeniu coraz to piękniejszych obrazów. Czarowały ich kształty i barwy. Trudno powiedzieć czy minęło dużo czy mało czasu, Pinokio i Miś zajęci miłą pogawędką, nawet nie zauważyli, że słońce przygrzewa coraz mocniej.
— Zaraz się usmażę! — jęknął nagle Miś.
Pajacykowi też zrobiło się gorąco. Przystanął, by uspokoić oddech.
— Musimy poszukać cienia. Między drzewami łatwiej będzie o schronienie — zarządził, ocierając pot z czoła.
Resztkami sił dotarli na brzeg lasu. Znużony Miś zrzucił z ramion ciężki plecak i wyciągnął się na mchu. Pinokio rozsiadł tuż obok na gołej ziemi, obejmując rękoma kolana. Z daleka było widać, że nie nie może usiedzieć w miejscu, gdyż niespokojnie rozglądał się po okolicy. Po krótkim namyśle wstał, poprawiając wymiętą kapotę. Nawet nie spojrzał na Misia i podpierając się kijem, bez słowa ruszył przed siebie.
Ścieżka prowadziła ku widniejącym w oddali brązowym wzniesieniom. Na płaskim, jak stół wzgórzu Pajacyk zasapany zatrzymał się i zerknął w stronę stojącego tam samotnie Szybowca.
Ciekawe jak się miewa nasz skrzydlaty przyjaciel?, pomyślał.
Pajaca ogromnie korciło, by podejść i sprawdzić.
Część 33 / 6
— Wszystko dobrze? — zagadnął, przechodząc tak blisko, że prawie mógł dotknąć białego kadłuba.
— Ech, nie pytaj, Pinokio. Polana Motyli widziana z góry jest przepiękna, ale tutejsze gorąco jest nie do zniesienia. Najchętniej wsadziłbym nos wraz reflektorami w lodówkę — odpowiedział Szybowiec ledwo słyszalnym szeptem.
Pajacyk nie był zaskoczony słowami przyjaciela, gdyż upał także dawał mu się we znaki.
— Jakoś mnie to nie dziwi, Szybowcu — stwierdził. — Chyba nie ma na świecie idealnych miejsc. Czasem narzekamy, pomimo, że tak na naprawdę jesteśmy szczęściarzami. Zapewne jesteś wyczerpany lotem. Do jutra odpoczniesz i spojrzysz na wszystko inaczej — dodał łagodnie i poszedł dalej.
Leśna dróżka wznosiła się, potem znów opadała, na horyzoncie pojawił się masyw Gór Wysokich. Zapewne Pajacyk też potrzebował chwili samotności, a może chciał odreagować niedawną sprzeczkę z pluszowym uparciuchem. Szedł z opuszczoną głową, zamyślony i smutny. W lesie panowała kompletna cisza. Ptaki i owady pochwały się w krzakach i w gęstych zaroślach.
Chyba też są wykończone gorącem, pomyślał strapiony, ocierając z czoła wielkie krople potu.
— Wyskakuję ze skóry, ale trudno Misiowi dogodzić, spiera się o byle głupstwo i warczy jak stara piła — cicho szepnął sam do siebie, zwalniając przed kolejnym wzniesieniem.
Tymczasem Miś nie bardzo wiedział, co robić i po namyśle wyruszył śladami przyjaciela.
— Aż mnie skręca, tak bym chciał wiedzieć, co on kombinuje...
Wyciągał pluszowe nogi jak umiał, mrucząc coś bez ustanku. Pajacyk poczuł za plecami jego obecność.
Część 44 / 6
Ciekawe, co mu znowu nie pasuje, przemknęło przez głowę Pinokia, ale nie odwrócił się, tylko nadstawił uszu. Po minucie przyspieszył kroku, udając, że nic nie rozumie z zachowania przyjaciela.
— Głodnego Misia nic nie cieszy. Wszystko wokół jest takie gorące i duszne i któż, by zwracał uwagę na jego cierpienie...
Słowa pluszowego przyjaciela zdziwiły Pajacyka, ale nic nie dał po sobie poznać. Gdy dróżka skręciła, skrył się za kępą krzaków dzikiej róży, znikając Misiowi z pola widzenia.
Miś został sam.
— Nie wiem, czy iść dalej, czy zawrócić. Może wcale tak dobrze nie znam Pinokia? — westchnął żałośnie.
Kilka minut później przysiadł na dywaniku z trawy i zabrał się do przeglądania zawartości plecaka. Był głodny i zmęczony. Najpierw wyjął mapę, materac, pelerynkę w muchomorki i duże plastikowe pudełko. Na dnie plecaka widniało szkło powiększające, dwa kłębuszki sznurka konopnego, połamany korkociąg i zadrzewiały kluczyk do skrzynki na listy. Zajrzał do następnego tekturowego pudełka. Było puste.
— Ani okruszka... no i cały dzień popsuty — rzekł, patrząc na porozrzucane skarby ze smutną miną.
Okolica była obojętna na misiowe narzekania. Owady po staremu ucztowały wśród kwiatów i okazałych traw.
Miś nagle stracił orientację w terenie, nie wiedział jak ogromna jest Kraina Niekończącej się Bajki, bo i skąd miał wiedzieć. Niepocieszony rozłożył mapę na płaskim kamieniu i wbił w nią wzrok.
Część 55 / 6
— Nie wygląda to dobrze. Te krzyżyki i kółka zamiast informować tylko irytują, mącąc w głowie. Chyba Pinokio miał rację. I kogo się tu poradzić, skoro dookoła tylko trawa i kwiaty?
Wydawało się, że dla Misia nie ma ratunku. Pajacyk nie wracał. Ptaszek też gdzieś przepadł.
— Może coś wrzucę na ząb po drodze. Polana Motyli robi wrażenie wielkiego magazynu nowości. Bez sensu jest tu tkwić i czekać w nieskończoność na Pajaca. Muszę się zbierać, nie ma innego sposobu na opuszczenie tej patelni — nerwowo mamrotał, pospiesznie pakując plecak.
Niewiele później znowu kroczył wąską dróżką. Z każdym krokiem zieleń rosnąca na jej poboczach stawała się coraz wyższa, gęstniała w oczach. Długie cienie rzucane przez drzewa wskazywały, że dawno minęło południe. Misia nie opuszczało przekonanie, że pod parasolami z gałęzi kwitnących akacji jest odrobinę chłodniej. Może i tak było, ale nikt oprócz niego tego nie sprawdzał. Wszechobecnej ciszy akompaniował tylko szum w pluszowej głowie. Nie wiadomo, ile czasu tak wędrował. Kilometr, może mniej lub więcej. Bagaż na plecach ciążył niemiłosiernie, pluszowe nogi odmawiały posłuszeństwa. Ze zmęczenia potknął się o wystający z ziemi kamień.
No i gdzie ten Pajac się zawieruszył? Tam? — zatoczył łapką szeroki łuk.
Tam, niestety oznaczało wszędzie. Trawy szumiały, wiatr delikatnie kołysał, mimo to po pluszowej głowie tłukły się niewesołe myśli:
Może prześpię się kwadransik. Po tylu godzinach wytężonego marszu zasługuję na odpoczynek. We śnie mózg się kurczy i przynajmniej nie czuje się głodu. Nie tak miała wyglądać Wielka Przygoda. Pajac jak zwykle nie dopracował szczegółów, albo czegoś nie zrozumiałem. Trudno, wpadłem po uszy w tarapaty, ale widocznie tak musi być...
Nawet nie zauważył, kiedy zapadł w sen. Za poduszeczkę posłużyła mu kępka trawy.
****
Część 66 / 6
Tymczasem Pinokio, po rozstaniu z Misiem, pobiegł szukać Królowej Motyli.
Nie mówiłem mu, bo i po co. Chcę się przywitać i poprosić Królową o wskazanie drogi do stawu w Dolinie Duchów. Długo mnie tu nie było i wiele mogło się zmienić. To, dopiero, byłby obciach, gdybyśmy pobłądzili. Miś, by mi tego nie darował, tłumaczył sam sobie, skacząc przez wysokie trawy.
Bezlitosny skwar lał się z nieba, blask słońca oślepiał. Pajacyka bolała głowa, dokuczała suchość w gardle, bawełnianą koszulkę można było wykręcać. Wielka mucha krążyła uparcie wokół j twarzy, zwabiona potem płynącym z czoła Pajacyka, od odurzającego zapachu młodych liści kręciło w nosie.
Pajacyk coraz śmielej zapuszczał się w Polanę Motyli, aż dotarł do szpaleru gęstych krzaków.
— Motyle wędrują na znaczne odległości, do kilkunastu tysięcy kilometrów, ale cóż to dla mnie. Dodawał sobie otuchy i coraz śmielej zapuszczał się w Polanę Motyli, aż dotarł do szpaleru gęstych krzaków i zaczął się starannie rozglądać.
Chyba dobrze trafiłem. Większość motylich gąsienic jest roślinożerna i niezwykle żarłoczna. Gardzi cukrowym sokiem, natomiast każdego dnia pochłania prawie miskę liści i łodyg i igieł, oczywiście nie robiąc drzewom szczególnej szkody, pomyślał zadowolony.
Kucając, zajrzał pod koronę pierwszego z brzegu kwitnącego na biało krzaka, potem pod drugi i trzeci, ale gąsienic nie było. Wokoło słychać było tylko bzykanie ciągle tej samej natrętnej muchy.
— Stąd już nie daleko do lasu. W nim dzieją się zdumiewające rzeczy. Królowa Motyli jest dobrą matką, więc musi gdzieś tam być. Motyle gąsienice zapewne już wylęgły się z jajeczek. Ich kokony mogą mieć różne kształty i ubarwienie. Przemiana z poczwarki w motyla jest cudem natury, przynajmniej nacieszę oczy — mówił sam do siebie, idąc coraz dalej i dalej.
Wreszcie dotarł do niewielkiego wzgórza, porośniętego dziwnymi drzewkami. Wszystkie były jednakowe, ich kuliste korony błyszczały na tle bezkresnego nieba. Po dłuższej…