Wróć do katalogu

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. roz. III

— Hej, Misiu, za mgłę wziąłeś chmurę motyli, a gąsienice to na pewno to nie były jagody. Miś osłupiał, słysząc słowa Pajacyka.

jolsokolowska079sok, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Poranek przywitał przyjaciół gorącym słońcem. Dziwne, w tak piękny dzień, Miś był spięty, skupiony i jak nigdy poważny. Pajacyk nie zwracał uwagi na fochy pluszowego przyjaciela, pochłonięty skubaniem malin z pobliskiego krzaka. Delikatny, soczysty miąższ mile łechtał drewniane podniebienie, słodki sok szeroką strużką spływał z uśmiechniętych ust.

- Mniam, mniam. Życie czasami mnie rozpieszcza.

— Pinokio, dobrze się czujesz? Coś ty taki wesoły? - burknął Miś szorstkim głosem.

Pajacyk nawet nie mrugnął okiem, dalej raczył się garścią dorodnych malin. Wyglądało, że nie jest zainteresowany rozmową.

Miś nie odpuszczał.

- Pajacu, zrozum, czuję się podle. Zaraz ci wszystko wyjaśnię.

A Pajacyk nic.

- Nie wiem dokąd ta nasza wędrówka prowadzi i jakoś trudno jest mi ten staw i Dolinę Duchów sobie wyobrazić. Moja wiedza mi podpowiada, że... — rzucił, spoglądając z wyrzutem na drewnianego przyjaciela.

Pinokio ściągnął brwi, gwałtownym ruchem poprawił czapeczkę.

— Misiu, zachowaj ją dla siebie, proszę. Zapewniam, że ten twój staw na pewno nie ucieknie, a do Doliny Duchów została zaledwie mila, góra dwie, zresztą dobrze nie pamiętam.

Głos Pajacyka wyrażał skrajne zniecierpliwienie.

— Ok, ok. — odpowiedział potulnie Miś i od jakby od niechcenia zabrał się za pakowanie plecaka.

Godzinę później mali wędrowcy maszerowali szeroką, polną drogą. Zboże na polach szumiało, ćwierkały ptaki. Z każdym krokiem misiowe smutki ulatywały w niebyt. Zielone, cudownie pachnące łąki i pola dawały poczucie wyzwolenia i bezgranicznej wolności. Spotkane rośliny wydawały się niewyczerpane w tworzeniu coraz to piękniejszych obrazów. Czarowały ich kształty i barwy. Trudno powiedzieć czy minęło dużo czy mało czasu, Pinokio i Miś zajęci miłą pogawędką, nawet nie zauważyli, że słońce przygrzewa coraz mocniej.

— Zaraz się usmażę! — jęknął nagle Miś.

Pajacykowi też zrobiło się gorąco. Przystanął, by uspokoić oddech.

— Musimy poszukać cienia. Między drzewami łatwiej będzie o schronienie — zarządził, ocierając pot z czoła.

Resztkami sił dotarli na brzeg lasu. Znużony Miś zrzucił z ramion ciężki plecak i wyciągnął się na mchu. Pinokio rozsiadł tuż obok na gołej ziemi, obejmując rękoma kolana. Z daleka było widać, że nie nie może usiedzieć w miejscu, gdyż niespokojnie rozglądał się po okolicy. Po krótkim namyśle wstał, poprawiając wymiętą kapotę. Nawet nie spojrzał na Misia i podpierając się kijem, bez słowa ruszył przed siebie.

Ścieżka prowadziła ku widniejącym w oddali brązowym wzniesieniom. Na płaskim, jak stół wzgórzu Pajacyk zasapany zatrzymał się i zerknął w stronę stojącego tam samotnie Szybowca.

Ciekawe jak się miewa nasz skrzydlaty przyjaciel?, pomyślał.

Pajaca ogromnie korciło, by podejść i sprawdzić.

— Wszystko dobrze? — zagadnął, przechodząc tak blisko, że prawie mógł dotknąć białego kadłuba.

— Ech, nie pytaj, Pinokio. Polana Motyli widziana z góry jest przepiękna, ale tutejsze gorąco jest nie do zniesienia. Najchętniej wsadziłbym nos wraz reflektorami w lodówkę — odpowiedział Szybowiec ledwo słyszalnym szeptem.

Pajacyk nie był zaskoczony słowami przyjaciela, gdyż upał także dawał mu się we znaki.

— Jakoś mnie to nie dziwi, Szybowcu — stwierdził. — Chyba nie ma na świecie idealnych miejsc. Czasem narzekamy, pomimo, że tak na naprawdę jesteśmy szczęściarzami. Zapewne jesteś wyczerpany lotem. Do jutra odpoczniesz i spojrzysz na wszystko inaczej — dodał łagodnie i poszedł dalej.

Leśna dróżka wznosiła się, potem znów opadała, na horyzoncie pojawił się masyw Gór Wysokich. Zapewne Pajacyk też potrzebował chwili samotności, a może chciał odreagować niedawną sprzeczkę z pluszowym uparciuchem. Szedł z opuszczoną głową, zamyślony i smutny. W lesie panowała kompletna cisza. Ptaki i owady pochwały się w krzakach i w gęstych zaroślach.

Chyba też są wykończone gorącem, pomyślał strapiony, ocierając z czoła wielkie krople potu.

— Wyskakuję ze skóry, ale trudno Misiowi dogodzić, spiera się o byle głupstwo i warczy jak stara piła — cicho szepnął sam do siebie, zwalniając przed kolejnym wzniesieniem.

Tymczasem Miś nie bardzo wiedział, co robić i po namyśle wyruszył śladami przyjaciela.

— Aż mnie skręca, tak bym chciał wiedzieć, co on kombinuje...

Wyciągał pluszowe nogi jak umiał, mrucząc coś bez ustanku. Pajacyk poczuł za plecami jego obecność.

Ciekawe, co mu znowu nie pasuje, przemknęło przez głowę Pinokia, ale nie odwrócił się, tylko nadstawił uszu. Po minucie przyspieszył kroku, udając, że nic nie rozumie z zachowania przyjaciela.

— Głodnego Misia nic nie cieszy. Wszystko wokół jest takie gorące i duszne i któż, by zwracał uwagę na jego cierpienie...

Słowa pluszowego przyjaciela zdziwiły Pajacyka, ale nic nie dał po sobie poznać. Gdy dróżka skręciła, skrył się za kępą krzaków dzikiej róży, znikając Misiowi z pola widzenia.

Miś został sam.

— Nie wiem, czy iść dalej, czy zawrócić. Może wcale tak dobrze nie znam Pinokia? — westchnął żałośnie.

Kilka minut później przysiadł na dywaniku z trawy i zabrał się do przeglądania zawartości plecaka. Był głodny i zmęczony. Najpierw wyjął mapę, materac, pelerynkę w muchomorki i duże plastikowe pudełko. Na dnie plecaka widniało szkło powiększające, dwa kłębuszki sznurka konopnego, połamany korkociąg i zadrzewiały kluczyk do skrzynki na listy. Zajrzał do następnego tekturowego pudełka. Było puste.

— Ani okruszka... no i cały dzień popsuty — rzekł, patrząc na porozrzucane skarby ze smutną miną.

Okolica była obojętna na misiowe narzekania. Owady po staremu ucztowały wśród kwiatów i okazałych traw.

Miś nagle stracił orientację w terenie, nie wiedział jak ogromna jest Kraina Niekończącej się Bajki, bo i skąd miał wiedzieć. Niepocieszony rozłożył mapę na płaskim kamieniu i wbił w nią wzrok.

— Nie wygląda to dobrze. Te krzyżyki i kółka zamiast informować tylko irytują, mącąc w głowie. Chyba Pinokio miał rację. I kogo się tu poradzić, skoro dookoła tylko trawa i kwiaty?

Wydawało się, że dla Misia nie ma ratunku. Pajacyk nie wracał. Ptaszek też gdzieś przepadł.

— Może coś wrzucę na ząb po drodze. Polana Motyli robi wrażenie wielkiego magazynu nowości. Bez sensu jest tu tkwić i czekać w nieskończoność na Pajaca. Muszę się zbierać, nie ma innego sposobu na opuszczenie tej patelni — nerwowo mamrotał, pospiesznie pakując plecak.

Niewiele później znowu kroczył wąską dróżką. Z każdym krokiem zieleń rosnąca na jej poboczach stawała się coraz wyższa, gęstniała w oczach. Długie cienie rzucane przez drzewa wskazywały, że dawno minęło południe. Misia nie opuszczało przekonanie, że pod parasolami z gałęzi kwitnących akacji jest odrobinę chłodniej. Może i tak było, ale nikt oprócz niego tego nie sprawdzał. Wszechobecnej ciszy akompaniował tylko szum w pluszowej głowie. Nie wiadomo, ile czasu tak wędrował. Kilometr, może mniej lub więcej. Bagaż na plecach ciążył niemiłosiernie, pluszowe nogi odmawiały posłuszeństwa. Ze zmęczenia potknął się o wystający z ziemi kamień.

No i gdzie ten Pajac się zawieruszył? Tam? — zatoczył łapką szeroki łuk.

Tam, niestety oznaczało wszędzie. Trawy szumiały, wiatr delikatnie kołysał, mimo to po pluszowej głowie tłukły się niewesołe myśli:

Może prześpię się kwadransik. Po tylu godzinach wytężonego marszu zasługuję na odpoczynek. We śnie mózg się kurczy i przynajmniej nie czuje się głodu. Nie tak miała wyglądać Wielka Przygoda. Pajac jak zwykle nie dopracował szczegółów, albo czegoś nie zrozumiałem. Trudno, wpadłem po uszy w tarapaty, ale widocznie tak musi być...

Nawet nie zauważył, kiedy zapadł w sen. Za poduszeczkę posłużyła mu kępka trawy.

****

Tymczasem Pinokio, po rozstaniu z Misiem, pobiegł szukać Królowej Motyli.

Nie mówiłem mu, bo i po co. Chcę się przywitać i poprosić Królową o wskazanie drogi do stawu w Dolinie Duchów. Długo mnie tu nie było i wiele mogło się zmienić. To, dopiero, byłby obciach, gdybyśmy pobłądzili. Miś, by mi tego nie darował, tłumaczył sam sobie, skacząc przez wysokie trawy.

Bezlitosny skwar lał się z nieba, blask słońca oślepiał. Pajacyka bolała głowa, dokuczała suchość w gardle, bawełnianą koszulkę można było wykręcać. Wielka mucha krążyła uparcie wokół j twarzy, zwabiona potem płynącym z czoła Pajacyka, od odurzającego zapachu młodych liści kręciło w nosie.

Pajacyk coraz śmielej zapuszczał się w Polanę Motyli, aż dotarł do szpaleru gęstych krzaków.

— Motyle wędrują na znaczne odległości, do kilkunastu tysięcy kilometrów, ale cóż to dla mnie. Dodawał sobie otuchy i coraz śmielej zapuszczał się w Polanę Motyli, aż dotarł do szpaleru gęstych krzaków i zaczął się starannie rozglądać.

Chyba dobrze trafiłem. Większość motylich gąsienic jest roślinożerna i niezwykle żarłoczna. Gardzi cukrowym sokiem, natomiast każdego dnia pochłania prawie miskę liści i łodyg i igieł, oczywiście nie robiąc drzewom szczególnej szkody, pomyślał zadowolony.

Kucając, zajrzał pod koronę pierwszego z brzegu kwitnącego na biało krzaka, potem pod drugi i trzeci, ale gąsienic nie było. Wokoło słychać było tylko bzykanie ciągle tej samej natrętnej muchy.

— Stąd już nie daleko do lasu. W nim dzieją się zdumiewające rzeczy. Królowa Motyli jest dobrą matką, więc musi gdzieś tam być. Motyle gąsienice zapewne już wylęgły się z jajeczek. Ich kokony mogą mieć różne kształty i ubarwienie. Przemiana z poczwarki w motyla jest cudem natury, przynajmniej nacieszę oczy — mówił sam do siebie, idąc coraz dalej i dalej.

Wreszcie dotarł do niewielkiego wzgórza, porośniętego dziwnymi drzewkami. Wszystkie były jednakowe, ich kuliste korony błyszczały na tle bezkresnego nieba. Po dłuższej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych