Horror · 6 min czytania
Krucjata Łowcy Rozdział trzeci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział III
„Towarzysze”
Teraz, kiedy Berethor wiedział, którą drogą ma jechać, wyjazd z lasu był już tylko kwestią czasu. Po dwóch godzinach jazdy Łowca ujrzał jasny punkt na końcu ścieżki. - Wyjazd z lasu. Nareszcie – westchnął. Gdy Berethor minął ostatnie z drzew jego twarz rozświetlił blask wschodzącego słońca, po kilku dniach spędzonych niemal całkowicie w ciemnościach, światło słoneczne mocne dawało mu się we znaki, choć był bardzo zmęczony, nie zamierzał rozbijać obozu, musiał także uzupełnić zapasy przed dalszą podróżą. Poza lasem rozciągała się ogromna polana z paroma samotnie stojącymi drzewami, w oddali na niebie unosił się gęsty, czarny dym. Co oznaczało ,że niedaleko mogą mieszkać jacyś, ludzie. Łowca nie tracą dłużej czasu zjechał z polany na drogę prowadzącą w stronę rozciągającej się czarnej smugi. Na rozstaju dróg stał ledwo dostrzegalny stary spróchniały znak na, którym widniał napis „Inwril”. Berethor zatrzymał się na chwilę, by mu się przyjrzeć, po czym ruszył dalej w kierunku małego wzgórza. Wjeżdżając na nie poczuł duszący smród spalenizny, tuż za wzgórzem znajdowała się wioska, a z pomiędzy gęstego skupiska chat wydobywał się dym. Gdy Łowca wjechał do wioski miał wrażenie, że jest opuszczona i nie ma w niej nikogo żywego, wszędzie jednak było pełno krwi i śladów walki. Martwą ciszę przerywało jedynie krakanie wron, które latały nad domami. Berethor zsiadł z wierzchowca zaczął powoli iść pomiędzy chatami spoglądając na powybijane szyby i po wyważane drzwi, aż doszedł do małego placu po środku wioski. Na, którym ułożony był ogromny stos zwęglonych już ciał, których smród był nie do zniesienia. - Chryste kto mógł zrobić coś takiego? – szepnął do siebie poprawiając chustę zasłaniającą twarz. Później skierował swe kroki do gospody, która nie wyglądała lepiej od innych chat. Już w drzwiach można było wyczuć odór krwi, którą przesiąknięta była podłoga. Widok wnętrza bardziej przypominał rzeźnię niż gospodę, poprzewracane stoły, połamane krzesła i dziury po kulach na ścianach. Łowca przeszedł parę kroków i stanął koło lady, gdy nagle czyjś zimny głos odezwał się z rogu izby. - Jeśli szukasz swoich towarzyszy to ich tu nie znajdziesz. Berethor błyskawicznie wyjął z kabur pistolety i wymierzył w młodego dobrze zbudowanego mężczyznę. - Towarzysze? Nie wiem o czym mówisz, co się tutaj stało? – spytał i opuścił wymierzoną broń. - Czarni jeźdźcy, tacy jak ty najechali na wioskę zeszłej nocy, zabili wszystkich a ich ciała spalili na stosie. - Czarni jeźdźcy? - Tak, ubrani w czarne płaszcze jak twój nie oszczędzili nikogo nawet dzieci! - Łowcy? To nie możliwe! - Nie wiem kim byli, ale to mordercy! Wszyscy…