Fantastyka · 5 min czytania
Kruczogranatowa noc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Delikatna mgiełka światła tliła się nad świecami rozstawionymi na ceglanym kominku. Nasze twarze, wyraźnie płonące rumieńcem, były tylko czerwonymi plamkami w kosmosie tajemniczych, czarno-granatowych kształtów czyhających w naszym pokoju. Jednym słowem - było ciemno. Cholernie ciemno. Po pewnym czasie wzroki nasze łowiły coraz więcej mrocznych konturów w pomieszczeniu. Na szczęście kształty owe nie poruszały się. Chyba. Zresztą, nie robiło nam to wielkiej różnicy. Siedzieliśmy w łagodnym, ciepło-błękitnym letargu na grubym, zapewne czerwonym dywanie. Teraz - jak wszystko - dywan był czarno-granatowy, a my patrzyliśmy sobie w oczy. Bezustannie. Bez mrugnięc nawet. W świetliste i białe oczy na rozżarzonych licach. Nie czekaliśmy na poranek - był zbyt odległy. Nie pamiętaliśmy wieczora - był wieki temu. Zaiste - pomyślało jedno z nas - wielki jest Świat. Wielki i nieprzenikniony. Wie o tym każdy, także ten, kto nie zwiedził nawet sąsiedniego miasta. Zaiste - pomyślało to drugie - Świat nieskończony jest w swym potencjale. I barwach. Boć cóż innego, jak nie barwy, kolory i odcienie stanowią o Świata naszego bogactwie? Rozejrzeliśmy się po pokoju. Niespokojnie, acz powoli, wydłubując z mroku kolejne straszne kształty. Na próżno, bowiem na szczęście kształty owe nie poruszały się. Chyba. Zatem li prawdą jest - pomyślało trzecie z nas - że Świat ten w pojemności dóbr swych i rozsądku granicach za małym się staje. Za małym dla dwóch istnień równoległych, w jedno połączyć się mających. Samodzielnie żrą one za dwóch, kolorytu swego ani w połowie Światu nie dostarczając, czyli bogactwa wzamian. Żrą łapczywie i po chamsku, nowe gęby złaknione po drodze dostarczając. Biada! Biada to i hańba! Z cichym, pojedyńczym stuknięciem a potem przeciągłym skrzypieniem otworzyła się czarna, zwęglona jakby okiennica. Za nią mieniła się granatowa poświata ciemnej i wciąż głębokiej nocy. Czarna, jedwabna kotara, niczym chusta z prześwitującymi przezeń gwiazdy unosiła się lekko i trywialnie w objęciach nocnej bryzy. Żaden z kształtów zamieszkujących pokój nie poruszył się. Chyba. Wieczna noc i wieczne zatracenie tego Świata - pomyślało czwarte z nas -