Inne · 3 min czytania
Krzyk
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Krzyk uniósł się nad miastem, skręcił trochę w prawo, lekko zawirował i niemiłosiernie się wijąc trafił do każdego zaułka, do każdej oficyny, w każde nieprzymknięte okno i drzwi. Widać to było dokładnie, ponieważ miasto z tej perspektywy rozpościera się jak na dłoni. Wszystkie ulice, wszystkie mosty i wszystkie kościoły. Wszystko zatopione w promieniach popołudniowego słońca. Aż po niezabudowane krańce. I aż po horyzont. Krzyk uniósł się nad budynkami, skręcił ostrzej i trafił do mojego ucha szczypiąc swoją niedwuznacznością. Zrobiło się niewygodnie, przyznam, bo z tej perspektywy dostrzec można było las anten na dachach, gdzieniegdzie opalające się nago pary, a zupełnie gdzieniegdzie wygrzewające koty. Tamtędy leniwie sunął tramwaj i tylko jakby przez przypadek zatrzymał się na przystanku. Nikt nie wsiadł i nikt nie wysiadł. A ja poparzyłem sobie stopy stojąc zbyt długo w jednym miejscu na nagrzanym balkonie. Krzyk uniósł się właśnie stamtąd. Przecisnąwszy się między rozgrzanymi samochodami, ominąwszy leniwy tramwaj dotarł do moich wrażliwych uszu. Był więcej niż jednoznaczny,