Horror · 5 min czytania
Książka - wstęp
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wstęp
Zbliżała się godzina dziesiąta. Alejkę Leśną zalało srebrno – żółte światło odbite od księżyca. Ze względu na tak masowe wyjazdy wakacyjne, wyłączono uliczne oświetlenie. Nie było tam ani jednej żywej duszy. Nawet w oknie każdej z przydrożnych willi panowała ciemność. Wszyscy mieszkańcy opuścili miasteczko, pozostawiając swoje posiadłości puste. Zielonkawe lampki załączonych alarmów, pomrugujące w jednej linii, wyglądały jak dziesiątki świetlików, ustawionych w bojowym szeregu i gotowych do ataku. Na końcu alejki mieścił się niewielki sklep spożywczy „Ogród Słodyczy”. Zaraz przed nim uliczka odbijała w prawo, zmieniając się z prostej drogi asfaltowej w wyboistą leśną, prowadzącą do lasu znajdującego się zaledwie kilkanaście metrów za miasteczkiem. Okolica była niezwykle spokojna, lecz miała bogatą, źle pamiętaną przez poprzednich mieszkańców przeszłość. W roku 1745 do Małkowa przyjechał cyrk. Wszyscy byli zadowoleni, gdyż w tamtych czasach takie atrakcje były niezwykle rzadkie. Występy klaunów, akrobatów i magików wprawiały wszystkich w długotrwały śmiech, podziw i osłupienie. Pośród personelu cyrkowego był jednak pewien dziwny osobnik – treser lwów. Podczas całego, dziesięciodniowego pobytu w miasteczku widziano go tylko trzy razy, w trakcie specjalnych pokazów. Siedział on bowiem zamknięty na cztery spusty w swoim wagoniku. Ludzie ciekawscy podsłuchiwali co się tam dzieje dzień i noc. Niestety, słychać było jedynie ciche kroki przemieszczającego się co jakiś czas mężczyzny. Dziesiątego dnia, podczas ostatniego, ale największego pokazu zjawili się prawie wszyscy mieszkańcy miasteczka. Zaraz po tym, jak zamknięto wejście, by rozpocząć pokaz, wybuchł ogromny pożar. Kilku ludzi, którzy wtedy pozostali w domach wybiegli, by ugasić ogień wzbijający się na kilkanaście metrów, niestety rozprzestrzeniał się on tak szybko, że zmuszeni byli uciec, ratując własne życie. Wówczas spłonęło pół miasta. Tylko nielicznym udało się ocaleć. Miesiąc później postanowili dojść do tego, co spowodowało tą tragedię. Cały teren przeczesywano niewiele ponad miesiąc i jedynym czego nie odnaleziono,…