Filozofia · 3 min czytania
Ktoś taki jak ty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ktoś taki jak ty
Znów się pomyliłem. Wiszę głową w dół, patrzę z góry na innych ludzi, nie poznaję ich, nie dosięgam, nigdy nie mogłem ich dosięgnąć, to akurat wcale się nie zmieniło. To jedno wcale się nie zmieniło. To co teraz widzę, to co dostrzegam, niby tak samo, a inaczej, smutne twarze, smutkiem, którego tak jak wcześniej wcale nie mogę dotknąć, bo ukryty jest pod skórą, pod powiekami zawstydzonymi, pod tymi wszystkimi kłamstwami, których wcale nie słyszę, bo wiem, że nocą odpływają tam, gdzie sny się rodzą, gdzie splunięcie na przejaskrawiony chodnik jest powitaniem, jest słowem na dzień dobry, na dobrą noc, taką dobrą jak nigdy wcześniej, tę noc. Twarze zamroczone alkoholem, rutyną, własnym wstrętem, niepoznaniem rysów, swoich własnych, takich jak moje, jak twoje, czy to rzeczywistość? Znów krążę, zataczam się, tworzę obręb własnych lęków, niepowodzeń, żalu za wczorajszym dniem. Przydałby mi się ktoś taki jak ty, ktoś kogo poznam pośród szumu gawiedzi, ktoś, kto mi wreszcie odpowie na słowo, na cześć, na hej. Póki co krążę tylko, roztaczam smutne myśli, niespełnione, przyprószone zdartą skórą, oddechem miasta, przecenionym piwem, jego