Inne · 5 min czytania
Lajtowa Kiełba
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tomek po ojcu odziedziczył trzy rzeczy: nazwisko, kurzajki i miłość do noży. Ogień przygasał. Może ktoś dorzuci – zagaił Pietrek. Krzysiek wyjebał na ziemie wśród zbórz. Uważaj – upomniał kolegę Tomek. Andrzej jako jedyny – bez słowa – wstał i wrzucił w płomienie dwie szczapy spróchniałej olchy. Zajebiście – zakrzyknęli pozostali. Krzysiek – bez słowa – wstał i otrzepał się. Sorry – wymruczał i dobył kosy zza pazuchy. Tomek ze zrozumieniem niedoskonałości ludzkiej łypnął nań lewą gałką oczną i mocniej ścisną swój nóż. Przy ogisku, które teraz zabłysnęło z animuszem, poruszenie. Pietrek z Andrzejem – obaj po gastronomiku – już nacinają mięsiwo różnej maści i kaloryczności. Inni onieśmieleni ich wprawą i ekwalibrystyką ruchów, wśród których trudno jest dojrzeć srebrne ostrza noży, na razie wyczekują. A brzuchy burczą. Zboża tego roku były nad wyraz bujne. Mijali kukurydzę, potem weszli w żyto. Obaj przystanęli wysłuchując. Tam – pokazał gestem ręki Tomek. Ruszyli. Przed nimi kolejne, trudne już do rozpoznania, ważne dla autochtonów a dla nich mające jedynie wartości maskujące zielska. Trudne do rozpoznania zwłaszcza, że księzyc począł z nieznaną wcześniej mu zapalczywością chować się za chmury. Krzysiek zachwiał się ponownie. Tomek przez zęby wysyczał: Kur... Kurczaki by stykły – powiedział ktoś ze zgromadzonych przy ognisku. Andrzej i Pietrek już mogli oblizywać ślinę na widok tłuszczyku zdrowo kapiącego z zawieszonych nad ogniskiem kiełbas. Nieliczni zaczęli się przełamywać i niezgrabnie preparować swoje pożywienia. Wtem w zbożu coś zaszumiało. Kurwa – krzyknęli wszyscy jak jeden mąż. Kurwa – odkrzyknęło echo w zbożu. Ha ha ha – zadudnił głos Pietrka i wszyscy wrócili do swoich zajęć. Krzysiek powoli gramolił się wśród, bodajże, owsa, chociaż było już tak ciemno, że nawet owies nie wiedziałby kim jest. Na Boga ciszej – zbluźnił Tomek. Po chwili szli już dalej. Buszujący w zbożu mieli plan, nie bylejaki plan. Plan totalny. Jakiś miejscowy pies począł dziko ujadać. Tłuszczyk dziarsko już kapał z szaszłyków, boczków, kiełbasek białych i nie-białych. Z kromek chleba i jabłek nie kapał, choć i one znalazły się w menu i huśtały się na ostrzonych patyka. Zwłaszcza dziewczęcych. Szkoda, iż nie ma z nami Tomka i Krzyśka – zagaiła jakaś panna. Szkoda – zgodzili się inni…