Fantastyka · 4 min czytania
Las Żelaznych Księżyców - prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
PROLOG
Miejsce rozgrywania się akcji tej opowieści jest o tyle osobliwe, że nie istniejące. Bezowocnie szukać go na najnowszych i najdokładniejszych mapach. Gdybyście koniecznie chcieli odnaleźć miejsca, których nazwy się tu przewiną, powinniście ich poszukać gdzieś, gdzie najmniej byście się tego spodziewali. Bo życie jest strasznie skomplikowane a świat niezrozumiały. To, co się dzieje wokół nas, nie dzieje się bez powodu, a to, co my czujemy, odczuwamy, by żyć i wiedzieć, że jesteśmy.
*
-Cudowny – wyszeptała Łucja. -Okropny – zawyrokowała jej matka, nawet nie zwracając uwagi na słowa córki. Odwróciła się do przedstawiciela biura nieruchomości – To na pewno ten adres? Łucja postąpiła kilka kroków do przodu pozostawiając rodziców samych z prawnikiem i facetem od nieruchomości. Zadarła wysoko głowę i z otwartymi ustami wpatrywała się w wieżyczkę. Zdawała się ona opierać o puszystą chmurkę właśnie przelatującą obok. Wieżyczka ta była imponującym zwieńczeniem dużego, staroświeckiego domu. Kamienna podmurówka stanowiła oparcie dla drewnianej całości. Łucja wpatrywała się jak urzeczona w górujący nad nią dom. Przekroczyła wolnymi krokami kamienny mur otaczający majątek jej zmarłej babki. -Bu! – Ryknął Maciek wyskakując zza krzaków. Widząc minę siostry ryknął śmiechem typowym, dla dziewięciolatka. Dziewczyna odskoczyła od niego jak oparzona i spojrzała z naganą. -Kretyn – powiedziała na nowo ogarniając wzrokiem budynek. -Fajnie tu – powiedział Jacek wychodząc zza drewnianego budynku gospodarczego. W jednej ręce trzymał stare, zardzewiałe…