Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 9 min czytania

Legenda

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Powszechnie znana legenda, która rozniosła się po świecie jedynie ustnie, została spisana lata temu, przez Indian zamieszkujących to miasto. To oni - ludzie - przez zwyczajny przypadek i nieszczęśliwe zrządzenie losu, zostali wprowadzeni do świata wojny, chodź w sumie pośredniczyli tylko jako ofiary wojny lub głodu. Zostali okrutnie porzerani żywcem, gdyż wtedy wampiry nie znały jeszcze 'diety wegetariańskiej', czyli pożerania zwierząt. Tylko jednemu człowiekowi - przez zwykły nadmiar szczęścia i odrobine sprytu - udało się ucieć z miasta żywemu, chodź nie w pełni sprawnemu. Nadmiar złych wspomnień sprawił, że nikt - żaden człowiek - nie dowiedział się o tragedi, która spotkała Strange City. Mężczyzna przez lata siedział w swej samotni i żył jedynie po to, by pamiętać. Pragnął by na świecie był ktokolwiek kto zna tragiczne losy miasta i jego dawnych mieszkańców. Długo proszony przez przyjaciół o spisanie tajemniczej legendy, w końcu uległ. Siadał więc co wieczór nad biórkiem i snuł - mniej lub bardziej prawdziwą - historie na temat tego co spotkało Strange City.

Miasteczko wiodło spokojne i beztroskie życie, chodź osoby bardziej postronne nazwały by to życie nudnym. Każdy dzień, każda minuta, a czasem nawet sekunda - wyglądała tak samo i niczym nie różniła się od sekundy dnia poprzedniego. Ludzie - chodź ubodzy w inteligencje - to szczęśliwi i wolni. Kochali, nienawidzili i rozpaczali tak jak my dziś, tylko mocniej, gdyż nie widzieli z uporczywych problemów żadnych wyjść, chodź teraz to dla nas byłyby drobnostki. Nękały ich bezlitosne choroby i plagi, chodź ta największa plaga miała dopiero do nich dotrzeć. W tamtych czasach ludzie byli bardzo religijni - i nie tylko co wierzyli w jednego Boga, jak w ich setke, a każdy kolejny Bóg pojawiał się, gdy przynajmniej o nim wspomniano. Nikt nie spodziewał się tragedi, gdy mała grupa, składająca się z dwóch męzczyzn i jednej kobiety, wkroczyła pewnie do miasta i oglądała je z każdej strony. Miasto niewątpliwie miało w sobie to coś - kiedyś powszechnie znane, lecz dziś zapomniane - przyciągało uwage wielu zaciekawionych ludzi, lecz zwyczajność tego miasta, odpychała ich równie szybko, co przyciągała. Ta trójka nie zamierzała, jednak szybko odejść, a wręcz przeciwnie. Pewnie nikogo z was to nie zdziwi lub wręcz przeciwnie - zaskoczy jak nic innego - to właśnie ta trójka przyczyniła się do nagłego wzrosku populacji wampirów w tym mieście. Miasto było ogromne, a ilość ludzi nie do zliczenia. Elizabeth, Jonter i Filiop, bo tak na imię było trójce przybyszów, zamieniła bez trudu połowo miasta w wampiry. Po drodze zabijała tylko nieliczne osoby, które zamiast pomagać im w zamianie, stawiało opór. Reszta ludzi została brutalnie pojmana i uwięziona w miejscowym więzieniu, z którego dziś pozostały jedynie ruiny. W czasie, gdy nowo zamienieni ludzie, a raczej już wampiry, poznawały swoje zdolności - do miasta wtargnęła nowa trójka osób, która miała stać się powazną konkurencją dla tutejszych mistrzów i władców - Elizabeth, Jontera i Filiopa. Kroczyli dumnie środkiem ulicy i szczerzyli zęby. Nie bali się niczego i nikogo. Może dlatego, że na ich drodze miał stanąć poważny przeciwnik - którego zdolności i umiejętności nie mieli okazji jeszcze poznać. Zaciekawione i zdruzgotane wampiry, przyglądały im się z ciekawością, a do ich nozdrzy docierał świerzy zapach gorącej krwi. Wtedy nie wiedziały jeszcze, że nowo przybyłych kiedyś nazywać będziemy wilkołakami. W końcu cała trójka przystanęła i popatrzała na siebie z zaciekawieniem. Właśnie tego spodziewali się po tym miejscu - po mieście, które zamierzali podbić. Istnieli od niedawna, więc oczywistą rzeczą było, że muszą powiększyć populacje. Na przywitanie Esmeraldzie, Iglasowi i Jackiertowi wyszła trójka władców. Stanęli naprzeciw siebie i darzyli się morderczymi spojrzeniami. Największą wrogość można było wypatrzeć jednak w oczach Jontara i Iglasa, którzy z poswięceniem przewodniczyli swojej grupie. Rozmawiali ze soba długo i z uporem, by cokolwiek ustalić, lecz długie dyskusje nie przyniosły skutku. Jontar krzyknął gniewnie i kazał się wynosić ciepłokrwistym tam skąd przybyli. To nie było ich miejsce, a napewno nie teraz, dopóki on żył. Jasne było wtedy, że mężczyzna nie wie o swej nieśmiertelności. Trójka wilkołaków odwróciła się i odeszła, chodź na ich twarzach malował się spokój i zaangażowanie, a ich oczy mówiły jasno i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Legenda — czytnik · opowiadania