Filozofia · 3 min czytania
Legenda z kraju o nierównych brzegach
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Legenda z kraju o nierównych brzegach
„Był w którymś wieku dzień, który trwał całe stulecia.”
La-rum, la-rum,
brzmiał odgłos unoszący się nad dywanem z konopi i spalonych kłosów.
La-rum, la-rum,
wibrowało na środku pokoju w sobie, choć z perspektywy złotej klatki z piór i łoża kozła, trochę jednak z boku, na płaszczyźnie ukośnej, a jakby ciągle takiej samej, falującej oceanem luster, obryzganych pergaminowym wnętrzem.
Część 22 / 2
La-rum...,
uniósł się dźwięk aż pod zapadnięty sufit. Wąż przeciągnął się ospale, spadły mu łuski z powiek, co kryły jaskinie niespełnień, jakkolwiek przedzierzgnęły się w błyszczące okrycie hebanu czy cedru, i poczuł, że już tu był, choć nie poznawał niczego, nic było mu bowiem bliskie, tak jak bliski był mu wielowiekowy sen za starą szafą z futrami z zajęczych zawodzeń, za kurzem i wilczym głodem wieczności.
La...la? Coś tu jednak jest nie tak...
Magiczne zaklęcie nie działało. Rozpaliło się na krótkie mgnienie, po czym zająknęło się cietrzewim rechotem i upadło w błota liżące stopy i jagnięce łydki. W tym wymiarze nie był już dawno, eony, lata temu, porzucił go, zaciągając głuchą umowę z czasem, gdy rasa tu mieszkająca, absorbująca i niebezpieczna, pijąca soki, nektary rozpusty, wyjałowiła go z magii, zachwytów, rapsodii trwania poprzez burze i chmurne odmęty.
Ską