Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 6 min czytania

Lekcja angielskiego - lekcją życia…

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nastał dzień wyjazdu, dzień na który ja i moi przyjaciele ( Andy i Mirka) czekaliśmy bardzo długo. Siedząc już w autokarze, po pożegnaniu z rodziną zmierzaliśmy na lotnisko w Berlinie, gdzie mieliśmy się udać samolotem w nieznane… Nasz pierwszy wspólny wyjazd zagraniczny, za kierunek obraliśmy Belfast, choć w zasadzie jedynym argumentem przemawiającym za tym miastem, a nie innym była moja koleżanka Anka, na której pomoc liczyłem najbardziej, zapewniając przy okazji moich przyjaciół, że na niej polegać można jak na Zawiszy. Niestety do tej przysłowiowej postaci, było jej delikatnie mówiąc daleko… Pełni obaw ale ciekawi tworzyliśmy już w naszych głowach scenariusze naszego pobytu, od tych najczarniejszych po te wprost z naszych marzeń. Zapewniając siebie nawzajem, że uda się chyba…! Autobus wypełniony ludźmi od 20-latków do 50-latków pokonywał kolejne kilometry, zatrzymując się w kolejnych większych miastach naszego turystycznego kraju, z tą różnicą, że turystami są jego rodowici mieszkańcy, którzy szukają dla siebie ,,lepszego, godnego” miejsca niemal zawsze poza granicami naszego kraju. Dlaczego? Chciałoby się zapytać, choć w tym przypadku o odpowiedź chyba nie trudno bo jak tłumaczyć tysiące ludzi żyjących na skraju ubóstwa, ledwo wiążących ,,koniec z końcem”, brak miejsc pracy dla młodych ludzi tuż po studiach, którzy start w dorosłe życie zaczynają od pożyczek rodziców czy też banków( czy to nie przygnębiające opcje...?) Jednakże ja i moi przyjaciele jeszcze tą ,,ciągotę” do Polski czujemy i z góry założyliśmy, że wrócimy (najważniejsze by nie po tygodniu czy dwóch)przekonując się na własnej skórze jakie życie prowadzą tam ludzie, pracując z nimi(i przywożąc oczywiście mały kapitał na studenckie potrzeby) , poznając i obserwując ich w różnych sytuacjach... Długo czekać na pierwsze spotkanie z obcokrajowcem czekać nie musieliśmy, bo już w Szczecinie do autokaru weszła pewna ,,nietypowa” kobieta! Kobieta, która od wejścia porozumiewała się zdecydowanie niepolsko brzmiącym językiem( siedziałem na samym końcu), oraz dość dużej powierzchni własnego ciała co przyciągnęło uwagę wszystkich siedzących( i tu nie przesadzam!) Po krótkiej rozmowie z kierowcą stwierdziła, że chyba nie ma miejsca siedzącego dla niej, za które przecież płaciła…Była nieco wzburzona i dość rozbudzona, a ja dzięki temu mogłem osłuchiwać się z pierwszym tzw. native speakerem na naszej drodze. Przez to poruszenie, zupełnie zapomniałem, że jedyne miejsce wolne w autobusie jest koło mnie co znacznie zmieniało sytuacje bo oto ta kobitka zbliżała się przeciskając się z ledwością w ciasnym rzędzie między

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%