Akcja · 5 min czytania
Leśne strachy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z odnalezieniem pierwszych punktów poradzili sobie bez trudu. Były w charakterystycznych miejscach — jeden przy rozwalonym mostku, drugi na drzwiach opuszczonej leśniczówki. Potem musieli dotrzeć do wąwozu, gdzie powinien znajdować się kolejny punkt kontrolny. Szybko odszukali przywiązaną do drzewa kartkę z trzema iksami. Z mapy wynikało, że w odległości sześciuset metrów, w kierunku północno-wschodnim, należy szukać następnego punktu. Po przejściu kilku kilometrów zgasła latarka. Zbłądzili. Ślimaczym tempem posuwali się wzdłuż błotnistej drogi. W lesie było tak ciemno, że raczej zgadywali, niż widzieli trasę. Nagle Bogdan odwrócił się i zdrętwiał. — Spójrz tam! To chyba wilki! — powiedział do Łukasza. Daleko, między pniami, znaczyło się w ciemności kilkanaście podwójnych ogników. Sparaliżował ich strach. Jak tu walczyć z watahą gołymi rękami? Gdyby chociaż nóż lub toporek! W pierwszym starciu próbowali wziąć wilki krzykiem. Uzbrojeni w grube kije, ruszyli do walki ze stadem. Przeraźliwe wrzaski dwóch harcerzy długo błądziły echem wśród starych drzew. Jednak nie wydawały się robić wrażenia na zwierzętach. Mimo wszystko, te jakby nieco się oddaliły. Wreszcie las się skończył, a serca, bijące zwariowanym rytmem, uspokoiły się. Widok, jaki ujrzeli, sprawił, że wybuchnęli śmiechem. Ogniki, które wzięli za wilcze ślepia, okazały się światłami szybów naftowych, zapalonymi przez ekipy wiertnicze. Szukano w tych okolicach roponośnych pokładów. Między stogami siana zeszli do wioski położonej w kotlinie. O trzeciej nad ranem domy były pogrążone w ciemnościach. Nie wypadało o tej porze dobijać się do drzwi gospodarzy. Usiedli więc na schodach przed sklepem w środku wsi, nie wiedząc co zrobić dalej. Gdy w słabym świetle padającym od sklepu pojawiła się wysoka postać, zerwali się na równe nogi. — Halo! Proszę pana! Jak się nazywa ta miejscowość?! Brodaty mężczyzna milczał chwilę, nad czymś się wahając. — Jaaak?.. Wiśniowa! — odpowiedział, przyglądając się ich ubłoconym ubraniom. — A wy? — zrobił do przodu kilka kroków. — Skąd jesteście?! Był uzbrojony w potężny topór, który dźwigał na ramieniu, więc zachowali niezbędny dystans. Również jego ogromna postura zrobiła na nich piorunujące wrażenie. — My? Przyszliśmy z Bonarówki! — pewnym głosem odpowiedział Łukasz, próbując w ten sposób dodać sobie odwagi. — Z Bonarówki? — mruknął. — Aaa, to tam, za tą górą! — machnął ręką w ciemności. — Czy mógłby nam pan powiedzieć, jak tam…