Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

list

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ocknąłem się, chyba po dłuższej chwili. Leżałem twarzą w piasku i czułem się jak struś, chowający w nim głowę w złudnym poczuciu odzyskanego bezpieczeństwa. Wiedziałem, że to złuda. Piasek pochodził z jutowych worków, którymi umocniono prowizoryczną fortyfikację. Kilka z nich paść musiało ofiarą szrapnela, tego samego, którego wybuch mnie ogłuszył tak skutecznie. Przez moment przesiewałem pomiędzy palcami pachnące jodem ziarna, jakbym utrzymywał się z eksploracji złotodajnych strumieni, uzbrojony nie w karabin, lecz w przetak. Poznawanie zasady działania klepsydry było fascynującym doświadczeniem, ja jednak z upływem odmierzanego przez nią czasu zacząłem odzyskiwać świadomość sytuacji, w której się znalazłem. Chyba w samą porę… Cisza na przedpolu była jedynie kolejnym podstępem, wyszykowanym przez wroga. Gdy odszukałem swój hełm i posługując się bagnetem wychyliłem go nieco nad krawędź okopu ogołoconą z piaskowych umocnień, rozległ się daleki, pojedynczy wystrzał. Hełm upadł do moich stóp ozdobiony otworem po kuli. Z trudem wcisnąłem weń mały palec lewej dłoni; kaliber nie był duży, pocisk jednak, obdarzony niesamowitym impetem, przebił moje nakrycie głowy w dwóch miejscach, pozostawiając wylotowy otwór. Zauważyłem go dopiero po chwili. Musiał to być snajper. Posługiwał się zmodyfikowaną amunicją kaliber 5.6 i pewnie tulił teraz policzek do znakomicie wyprofilowanej kolby, dbając o równomierny oddech. Byłem w pułapce. Uszedłem z życiem przed wybuchem moździerza, teraz zaś trzymał mnie w szachu jakiś gówniarz ukryty w koronie jednego z drzew na skraju drogi. Miał pewnie dużo czasu… Zacząłem zbierać rozpierzchnięte myśli, kalkulując szanse jakie pozostawił mi do dyspozycji Stwórca (paskud przysnął chyba, skoro pozwolił bym znalazł się w położeniu tak niewdzięcznym). Miałem trzy naboje w magazynku, jeden w komorze i te dwa, które wygrzebałem z kieszeni pełnej okruchów tytoniu. Miałem też manierkę z wodą, bagnet, zaczepny granat i apteczkę. Dopiero gdy wciągnąłem tę ostatnią na skromną listę posiadanych dóbr, spostrzegłem że krwawię. Nie była to groźna rana; niewielki odłamek przebił grube sukno polowego munduru i zadrasnąwszy lekko lewe przedramię podążył dalej, uszkadzając radiostację. Podwinąłem rękaw i zlałem skaleczenie spirytusem tak obficie, że gdybym podał go komuś doustnie biedak wyzionąłby ducha. Bandaż przylegał już po chwili do mojej skóry, kontrastując swoją nieskazitelną bielą z panującym wokół rozgardiaszem. Powiodłem wzrokiem aż do miejsca, w którym rów okopu skręcał pod ostrym kątem, czyniąc swój dalszy przebieg niewidocznym. Nie było tam nikogo; w mokrej glinie walały się jedynie strzępy szmat w kolorze umundurowania i fragmenty elektronicznych podzespołów z uszkodzonego

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
list — czytnik · opowiadania