Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

Lodowe słońce V

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wciąż panowała ciemność, już zapomniał jak to jest, kiedy trzeba wstawać rano i wozić tyłek do szkoły, choć minęły dopiero dwa tygodnie rozpusty. Ledwo, co widział, a w głowie mu szumiało, nie pomógł nawet zimny prysznic, pod który zawlókł swoje wymęczone alkoholem ciało. - Pospiesz się Riku, Jo nie będzie na ciebie czekał w nieskończoność. – Kalia wyraźnie traciła cierpliwość widząc jak chłopak wciąż na wpół nagi, nieuczesany i bez śniadania snuje się po pokoju pakując książki i zeszyty. - Chwila… – Wymamrotał prawie niesłyszalnie i rzucił jej paskudny, pełen obrzydzenia uśmiech, który kompletnie uśmiechu nie przypominał. Kobieta wzniosła oczy ku niebu i opuściła ręce. Z dworu dało się słyszeć dźwięk klaksonu samochodowego. Szofer najwyraźniej także tracił cierpliwość.

Na starym budynku wybudowanym z czerwonej cegły wisiał olbrzymi papierowy transparent: 620 lat istnienia szkoły. Riku parsknął cicho śmiechem czytając napis. Kompletna bzdura – powiedział sam do siebie, choć co on mógł na ten temat wiedzieć, nigdy nie interesował się historią zacnego prywatnego liceum imienia: „Jeśli jesteś bogaty witamy, a jeśli nie to spierdalaj”. Uśmiechnął się złośliwie do tej myśli, po czym poprawił krawat zaciśnięty niewiarygodnie mocno na jego cienkiej szyi, westchnął ciężko, przeczesał włosy palcami i ruszył przed siebie. - Będę po panicza o trzeciej – zawołał do niego Jo i odjechał nim Riku zdążył się odwrócić i skinąć głową. Idąc korytarzem dopadło go nieprzyjemne wrażenie, że nie tylko wszystkie dziewczęta gapią się na niego – co było raczej naturalne – ale także faceci wyrażali większe nim zainteresowanie niż zwykle i niżby sobie tego życzył. Dopiero przeglądając się mimochodem w oszklonej gablotce na ogłoszenia Riku zorientował się, że jego twarz wciąż była mocno popuchnięta, a przez łuk brwiowy przechodziła zrastająca się podłużna rana. Potrząsnął głową, włosy opadły mu na oczy uniemożliwiając normalne widzenie. Jego ciało w jednej chwili napięło się do granic możliwości powodując nieprzyjemne kłucie w karku, barkach i prawej łydce. Irytujący, piskliwy sygnał dzwonka szkolnego odbijającego się echem od ścian korytarza dodatkowo wprawił go w jeszcze większe rozdrażnienie. Chciał odwrócić się i wyjść, ale obiecał ojcu, że chociaż pierwszego dnia postara zachowywać się jak ambitny uczeń. Trzy zagrożenia i czterdzieści sześć nieusprawiedliwionych godzin w zupełności wystarczyły, by zniweczyć jego plany o niezależnych studiach, a nawet o dopuszczeniu go do matury. Chociaż nie… z tym akurat nie powinno być problemu. W razie kłopotów wystarczyło pociągnąć Sela Niwę wystarczająco mocno za kieszeń… Z drugiej strony tak długo jak ten mężczyzna będzie go utrzymywał, tak długo Riku pozostanie u niego w niewoli, a to wcale mu nie odpowiadało. Westchnął cicho poirytowany własną bezsilnością i ruszył w kierunku klasy, a w tym samym czasie, daleko, poza zasięgiem jego wzroku, korytarzem liceum imienia: „Jeśli jesteś bogaty witamy, a jeśli nie to spierdalaj”, Książę bezszelestnie kroczył ku drzwiom sekretariatu.

*

Miał pewien sen. Stał na tej samej werandzie, gdzie zwykle siedziała Lil, jednak tym razem, kto inny zajmował jej miejsce. - Miło, że się zjawiłeś kochanie – usłyszał nagle jej ciepły głos wydobywający się z wnętrza domu. – Masz gościa. – Nagle ni stad ni zowąd dziewczyna pojawiła się tuż obok niego i ruchem ręki wskazała na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Lodowe słońce V — czytnik · opowiadania