Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Logika przekory

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Logika przekory

Przede mną majaczy krajobraz upstrzony elementami: ulice, drzewa, ludzie i budynki, jako elementy krajobrazu stoją przede mną wieczne i nieruchome. Nad nimi zawieszona jest moja jaskinia do, której chcę się dostać i teraz dwie logiki nawiedzają mnie: pierwsza mówi, żeby iść przed siebie depcząc pierwiastki krajobrazu, druga szepce abym poszedł naokoło omijając produkty przestrzeni. I zastanawiam się, która logika jest logiką logiczniejszą i która logika jest bardziej moja, jednak myśl ta była jedną z tych myśli, które od razu niosą ze sobą wniosek, a wniosek był taki, że obie logiki wychodzą ze mnie i we mnie będą musiały znaleźć swoje ujście. Postanowiłem wybrać logikę, każącą iść na przekór elementom krajobrazu, być może dlatego, że chciałem udowodnić sobie żem odważny, a może z przekory, obecnej we mnie w ilościach olbrzymich. Pierwszy krok i krajobraz załomotał, drugi krok – ustał. Z każdym krokiem przestrzeń się wzdymała i opadała, przy którymś kroku z kolei - przestrzeń płasko dźwięcznie stąpnęła i wylała się łzami z moich oczu. Wypłakałem ją z siebie i wciągnąłem powietrze z całego krajobrazu tak, że rośliny zaczęły umierać, a mury poczynały pękać, wydęły mi się oczy , policzki nabrzmiały do rozmiarów gigantycznych balonów, czerwona żyła wysiłku przecięła mi czoło i wypuściłem powietrze z powrotem w świat i wszystko co umierało - ożyło i ja ożyłem. Stałem się nie tylko posiadaczem, lecz twórcą, dawcą. Wymierzyłem wskazujący palec, w niebo w geście wyzwania, czoło dumnie zadarłem i już nie z ciężarem, tylko z lekkością wyboru - szedłem. Stanęła mi na drodze ławka, na ławce człowiek czytający gazetę. W człowieku ja, w gazecie ludzie i przeszedłem po człowieku po sobie po gazecie i po ludziach zostawiając ich martwych lub zdeptanych. Chmury zaczęły się kłębić nade mną, a niebo poczerniało i runęły we mnie pioruny lecz po moim uśmiechu spłynęły do ziemi i w spazmach, drgając jak Dostojewski na wygnaniu, wydały swój blask i spłonęły w moim uśmiechu. Po drzewach, po ludziach, po tworach myśli architektonicznej szedłem, pewną siebie stopą i długim ruchem. Na drodze stanął mi budynek, szerszy i wyższy niż mój wzrok. Zgęstniałem, ile tylko się dało by dorównać gęstości ściany i przeszedłem przez nią, jak Jezus chodził…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Logika przekory — czytnik · opowiadania