Filozofia · 4 min czytania
Los emigranta
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kolejne samotne święta, to już chyba piąte w moim nowym luksusowym mieszkaniu. I co z tego, że nowe, że komfortowe, ale puste. Nikogo do kogo mogłabym się odezwać, żadnej bratniej duszy. A mogłoby być zupełnie inaczej. W końcu kiedyś całe święta spędzałam z rodziną w Polsce. Do dziś czuję zapach pieczonego przez mamę makowca i klejenie uszek, którymi ku uciesze wszystkich zajmował się tata. Ten wir przygotowań, który wciągał wszystkich nawet mojego brata, który jak nic zawsze zapierał się, że nie lubi całego tego świątecznego szumu. A teraz jak zwykle kupię pewnie jakiś niemiecko-chiński barszcz z kartonu i skleje coś w kształcie uszek z tej ich dziwnej mąki. Właściwie to mogłabym tego nie robić, bo niby po co dla samej siebie, ale zawsze mam nadzieję, że chociaż zapachem tego barszczu po rozerwaniu kartonu będę tam z rodziną. Chciałabym wrócić i wszystko im powiedzieć jak bardzo mi przykro, jak bardzo ich przepraszam, jak bardzo żałuje, jak bardzo.... Kiedy wyjechałam do Niemiec, poznałam mnóstwo nowych, lepszych znajomych niż tam w Polsce-którzy czym byli dla mnie--- niczym po prostu wieśniaki na niczym się nie znające, to samo moja rodzina, mama pracująca od 20 lat w tym samym kiosku na rogu i tata bezrobotny bez nadziei i szerszych perspektyw. A tu wszyscy ci ludzie bogaci wykształceni, ubrani, pachnący. Zapatrzona w nich nie widziałam nic innego. i po co było wracać do domu na święta, a potem po co wogóle się odzywać. Mama dzwoniła, pisała, błagała, ale mi nie chciało się z nią rozmawiać, w końcu telefony ucichły. A potem nagle ucichli także moi nowi przyjaciele, którzy znaleźli sobie nowe towarzystwo. I zostałam sama, zupełnie