Psychologia · 4 min czytania
Ludzie i karaluchy.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Szewc zabija szewca bum tarara…”
- Czy na świecie żyje blisko siedem miliardów istot które chcą mnie skrzywdzić ? Ta myśl zdaje się być tak niemożliwa jak istnienie kosmitów. A jednak i w to i w to inni wierzą. Czy zatem mój dom jest moim murem, którym otoczyłem świat, czy to te siedem miliardów szaleńców postanowiło mnie otoczyć abym nie przeszkadzał w ich dziele destrukcji wszystkiego poza tym skrawkiem ziemi, na którym stoję ? Ludzie są jak karaluchy które przetrwają wszystko i żyją blisko własnych siedzib. Są szkodnikami bo szkodzą i sobie nawzajem i planecie dlatego więc zasługują na miano tego owada. Nigdy nie zginą bo nadal będą żyły. Jeśli więc te miliardy są nimi to dlaczego ja nimi nie jestem ? Czy tylko dlatego że żyję na uboczu i nie chce brać udziału w globalnym samozniszczeniu ? Jeśli staję się przez to człowiekiem powinienem ich tępić. Zostaje jeszcze druga możliwość że to oni są ludźmi a ja karaluchem. Jeśliby zaś tak było to ich cele nie wydają mi się dziwne jakoby dążyli do zniszczenia mnie jako szkodnika. Ale to nie ja szkodzę tylko oni. Zakładając więc opcję, że ja jestem jedynym żyjącym człowiekiem na tej ziemi jak mam z nimi walczyć ? Karaluchy urosły kilkaset razy, cel zniszczenia bądź też własnego przeżycia doprowadził ich do stworzenia cywilizacji. Ja jestem synem karalucha ! Dlaczego więc jestem człowiekiem ? Urodziłem się nim ? Na to wygląda. Więc jak przeszła zmiana w człowieka ? Tak samo jak karalucha w człowieka tylko na odwrót. Idąc dalej tym tokiem rozumowania jestem karaluchem bo z niego powstałem, a jednak odważyłem się przekształcić w pierwotną formę człowieka.