Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 9 min czytania

ludziooglądactwo

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Witam,

Zabawne jest dowiedzieć się że to co się robi nie jest niczym nowym, ma nawet fachową nazwę, po przeczytaniu lipcowych Charakterów uświadomiłem sobie że jestem "people watcher'em. Świadomie lub mniej świadomie obserwuję ludzi, ich zachowania, powierzchowność, a czasami to co znajduję się pod płaszczykiem codzienności.

Marek Hłasko w swoim opowiadaniu "Pierwszy krok w chmurach" wspominał o obserwatorach życia, czyli panowie jakich można znaleźć wszędzie, mała grupka kolegów od procentów przesiadująca od wczesnych godzin porannych a to na ławeczce, a to stojąca pod sklepem z nieodłącznym atrybutem- alkoholem, zwykle tanie winko albo piwko. Czasami ich obserwuję, siedzą spokojnie, czas ich nie pogania, czekają na swoją okazję polegającą na drobnej pomocy za co w zamian otrzymają kilka groszy, czekają na znajomych od których mają nadzieję pożyczyć/ wyłudzić trochę złotówek. Jeśli już mają pieniążki jest małe święto, mały bal, i tak widzę dzień im upływa, na rozmowach, dywagacjach na czym ten świat stoi. Jedno tym panom trzeba przyznać, potrafią się cieszyć małymi rzeczami, takie małe szczęścia jak małe słodkie winko w plastikowej butelce, pewnie nikt z nich nie marzył w młodości o takiej roli w społeczeństwie, ale cóż teraz są elementem krajobrazu naszych miast, miasteczek i wsi.

Osobny rozdział stanowią uliczni muzycy. Sytuacja tego typu, główny deptak miasta, ludzie suną z jednej i drugiej strony, na ławeczce siedzi pan i przygrywa na akordeonie, usiadłem naprzeciwko z drugiej strony deptaka. Oprócz tego że grał, co chwilę wypowiadał kilka zdań na temat rzeczywistości, po chwili spostrzegł mnie i zadał kilka pytań, nie pamiętam dokładnie. Miałem wrażenie że jestem z nim w jakiejś abstrakcyjnej bańce mydlanej którą obmywa masa ludzkich ciał, nikt nie zwracał na niego uwagi, każdy szedł w swoją stronę. Nagle wypowiedział kilka zdań w stylu " Po co wam te samochody, te wasze wielkie domy, pieniądze, jesteście biednymi ludźmi", słowa rzucone w przestrzeń, do nikogo, ot tak. Trafna obserwacja panie akordeonisto tylko wszystko rozbija się o znalezienie złotego środka, bo czy nie przydałby się panu futerał na ten piękny instrument zamiast wytartej torby podróżnej, nowe buty czy ciepła kurtka, położyłem swoje brzęczące studenckie drobniaki w pudełeczku na datki i odszedłem, opuszczając równocześnie strefę bańki gdzie czas płynie wolniej.

Tego dnia zrozumiałem co to jest tak naprawdę rutyna w pracy. Jeden pan leży sobie na kamiennym stole, już nic go nie boli, o niczym nie myśli, nie ma go. Drugi pan w zielonym kitlu i rękawiczkach białych jak kreda dokonuje wprawnych cięć skalpelem, od mostka aż po spojenie łonowe. Dalej kolejno usunięcie mostka, dobranie się do mózgu, nic prostszego jak mała zabawa piłką elektryczną. Nic nie mówi, milczy, demonstruje ciekawskim studentom plamy opadowe denata. Odchodzi na kilka kroków zapala papierosa, wyciąga gazetę i rozkłada na stole gdzie akurat nie ma żadnego "klienta", patrzy znudzonym wzrokiem, dzień jak co dzień, kolejna śmierć, kolejne ciało do pokrojenia, nic nowego pod słońcem. Do pierwszego pana dobiera się pan dr., rozkrajanie narządów, płuca, wątroba, żołądek, jelita itd. "Staszek ile on leżał ? Te jelita jakieś zmrożone są" ogólne poruszenie komizmem sytuacji wśród nas młodych ludzi pragnących wiedzy. Wreszcie skończył, nie było żadnego zagadkowego morderstwa, tajemniczej śmierci, to nie film, to szara praca i rzeczywistość, dr westchnął głęboko i zaczął się zastanawiać co zapisać w protokole. Żadnych uniesień nad ludzkim losem, taka jest dola patologa. Może jutro będzie ciekawiej.

Jak bardzo różnimy się od ludzi żyjących w poprzednich epokach? Czasami mam wrażenie że jest to różnica niewielka, wciąż kierują nami te same instynkty. Nie tak dawno temu byłem pod wpływem napojów wysokooktanowych i jakimś dziwnym trafem znalazłem się w przybytku rozrywki, jest on nazywany klubem czy też dyskoteką. Nazwa jest dla mnie bez znaczenia, nie mój świat nie moja muzyka. Po minucie opuściłem lokal, byłem znużony usiadłem na chodniku i co widzę. Kilku znajomych z roku przyszło

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
ludziooglądactwo — czytnik · opowiadania