ludziooglądactwo
tekst napisany na potrzeby konkursu w miesięczniku "Charaktery"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Witam,
Zabawne jest dowiedzieć się że to co się robi nie jest niczym nowym, ma nawet fachową nazwę, po przeczytaniu lipcowych Charakterów uświadomiłem sobie że jestem "people watcher'em. Świadomie lub mniej świadomie obserwuję ludzi, ich zachowania, powierzchowność, a czasami to co znajduję się pod płaszczykiem codzienności.
Marek Hłasko w swoim opowiadaniu "Pierwszy krok w chmurach" wspominał o obserwatorach życia, czyli panowie jakich można znaleźć wszędzie, mała grupka kolegów od procentów przesiadująca od wczesnych godzin porannych a to na ławeczce, a to stojąca pod sklepem z nieodłącznym atrybutem- alkoholem, zwykle tanie winko albo piwko. Czasami ich obserwuję, siedzą spokojnie, czas ich nie pogania, czekają na swoją okazję polegającą na drobnej pomocy za co w zamian otrzymają kilka groszy, czekają na znajomych od których mają nadzieję pożyczyć/ wyłudzić trochę złotówek. Jeśli już mają pieniążki jest małe święto, mały bal, i tak widzę dzień im upływa, na rozmowach, dywagacjach na czym ten świat stoi. Jedno tym panom trzeba przyznać, potrafią się cieszyć małymi rzeczami, takie małe szczęścia jak małe słodkie winko w plastikowej butelce, pewnie nikt z nich nie marzył w młodości o takiej roli w społeczeństwie, ale cóż teraz są elementem krajobrazu naszych miast, miasteczek i wsi.
Osobny rozdział stanowią uliczni muzycy. Sytuacja tego typu, główny deptak miasta, ludzie suną z jednej i drugiej strony, na ławeczce siedzi pan i przygrywa na akordeonie, usiadłem naprzeciwko z drugiej strony deptaka. Oprócz tego że grał, co chwilę wypowiadał kilka zdań na temat rzeczywistości, po chwili spostrzegł mnie i zadał kilka pytań, nie pamiętam dokładnie. Miałem wrażenie że jestem z nim w jakiejś abstrakcyjnej bańce mydlanej którą obmywa masa ludzkich ciał, nikt nie zwracał na niego uwagi, każdy szedł w swoją stronę. Nagle wypowiedział kilka zdań w stylu " Po co wam te samochody, te wasze wielkie domy, pieniądze, jesteście biednymi ludźmi", słowa rzucone w przestrzeń, do nikogo, ot tak. Trafna obserwacja panie akordeonisto tylko wszystko rozbija się o znalezienie złotego środka, bo czy nie przydałby się panu futerał na ten piękny instrument zamiast wytartej torby podróżnej, nowe buty czy ciepła kurtka, położyłem swoje brzęczące studenckie drobniaki w pudełeczku na datki i odszedłem, opuszczając równocześnie strefę bańki gdzie czas płynie wolniej.
Tego dnia zrozumiałem co to jest tak naprawdę rutyna w pracy. Jeden pan leży sobie na kamiennym stole, już nic go nie boli, o niczym nie myśli, nie ma go. Drugi pan w zielonym kitlu i rękawiczkach białych jak kreda dokonuje wprawnych cięć skalpelem, od mostka aż po spojenie łonowe. Dalej kolejno usunięcie mostka, dobranie się do mózgu, nic prostszego jak mała zabawa piłką elektryczną. Nic nie mówi, milczy, demonstruje ciekawskim studentom plamy opadowe denata. Odchodzi na kilka kroków zapala papierosa, wyciąga gazetę i rozkłada na stole gdzie akurat nie ma żadnego "klienta", patrzy znudzonym wzrokiem, dzień jak co dzień, kolejna śmierć, kolejne ciało do pokrojenia, nic nowego pod słońcem. Do pierwszego pana dobiera się pan dr., rozkrajanie narządów, płuca, wątroba, żołądek, jelita itd. "Staszek ile on leżał ? Te jelita jakieś zmrożone są" ogólne poruszenie komizmem sytuacji wśród nas młodych ludzi pragnących wiedzy. Wreszcie skończył, nie było żadnego zagadkowego morderstwa, tajemniczej śmierci, to nie film, to szara praca i rzeczywistość, dr westchnął głęboko i zaczął się zastanawiać co zapisać w protokole. Żadnych uniesień nad ludzkim losem, taka jest dola patologa. Może jutro będzie ciekawiej.
Jak bardzo różnimy się od ludzi żyjących w poprzednich epokach? Czasami mam wrażenie że jest to różnica niewielka, wciąż kierują nami te same instynkty. Nie tak dawno temu byłem pod wpływem napojów wysokooktanowych i jakimś dziwnym trafem znalazłem się w przybytku rozrywki, jest on nazywany klubem czy też dyskoteką. Nazwa jest dla mnie bez znaczenia, nie mój świat nie moja muzyka. Po minucie opuściłem lokal, byłem znużony usiadłem na chodniku i co widzę. Kilku znajomych z roku przyszło
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil morgenes
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…