Fantasy · 5 min czytania
magia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stała przy małym okienku i wpatrywała się w przestrzeń pomiędzy drzewami w ogrodzie. Grube, wypukłe nieco szyby lekko zniekształcały obraz, co jeszcze dodawało mu magii. Jej zresztą tu nie brakło. Magia wyobraźni kontrastowała z niemagiczną rzeczywistością, a jednak obydwie się przenikały… Na dworze było zimno; lada chwila powinien spaść śnieg-wszystko na to wskazywało. Dziewczyna stała z zaciśniętymi pięściami, podekscytowana, jakby była świadkiem czegoś niezwykłego. Nagle, (jeśli się dobrze przyjrzeć) choć można by uznać że trwało to jakiś czas, pomiędzy drzewami powietrze zaczęło falować. Jak wtedy, kiedy jest upał i nad rozgrzaną blachą samochodu widać poruszające się powietrze, a jednocześnie parę odpowiednią dla widocznych oddechów w mroźny dzień. Ich właścicieli nie było.
Powoli uspokajała się, wyraz twarzy wskazywał na rozczarowanie. Łagodne rysy twarzy podkreślały jej jasną karnację. Zmrużyła duże, piwne oczy chcąc przyjrzeć się jakiemuś szczegółowi i krzyknęła głośno. Krzyk wypełnił niewielki ganek. Był pełen żalu i pretensji, zniecierpliwienia, jednak bez cienia nienawiści czy wrogości. Wybiegła na dwór rozzłoszczona, stanęła przy drzewach i wykonała kilka nieokreślonych ruchów ręką. Wydawała jakby rozkazy, polecenia, ale prócz niej nikogo nie było. Powietrze wciąż falowało, teraz jeszcze bardziej.
Stała jeszcze chwilę wpatrzona, jakby chciała coś powiedzieć, poczym wróciła do domu. Drzwi zamknęły się same, trzasnęły. Wbiegła na górę, na trzecie piętro po starych rzeźbionych schodach z gustowną poręczą w kształcie wijącego się węża. Wpadła do swojego pokoju i zaczęła energicznie przeszukiwać szuflady. Wyrzucała ubrania, papiery, aż w końcu wyjęła mały przedmiot. Usiadła na łóżku i zamknęła oczy. Obok niej już ktoś siedział. Właściwie nie było nikogo, jedynie wgniecenie pościeli, wręcz przesadne. Dziewczyna odwróciła się i zmęczonym wzrokiem spojrzała przed siebie.
-Przecież cię widzę, Ethan, jeszcze nie zwariowałam. Jeszcze.
-Wiesz, 'wy' nas nie widzicie, więc mam podstawy żeby cię o to podejrzewać… -Poprawił swój zielony płaszcz. Patrzyli na siebie przez chwile i wybuchnęli śmiechem.
-Nie moja wina, że są…