Romans · 4 min czytania
Małe love story
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I znowu obudziłam się przy nim. Miał zamknięte powieki, a jego oddech spoczywał na moim nagim ciele. Gdy tylko obydwoje doprowadziliśmy się do porządku, poszliśmy na zakupy. Czasami, kiedy szłam trzymając go za delikatną, lecz jakże potężną dłoń, wydawało mi się, że to jakiś piękny sen. Obok mnie szedł najprzystojniejszy mężczyzna na świecie i na dodatek trzymał mnie za rękę. Musiałam patrzeć w bok, często spoglądałam w jego oczy, by uświadomić sobie prawdę, że to nie fatamorgana. „Fakt, jest on przepiękny, i co gorsza należy do tak okropnej osoby, jak ja”. To było coś wspaniałego iść z nim przez całe miasto. Przynajmniej dla mnie. Gdy wróciliśmy, nastał już późny wieczór, więc pozostało nam jedynie położyć się i zasnąć. Jak zwykle oparłam głowę na jego przecudnym ramieniu, które rozpalało we mnie pożądanie i podtrzymywało mnie w trudnych chwilach lub, gdy chciałam poprawić sobie nogawkę. Zawsze ono na mnie czekało. W razie potrzeby. Śnił mi się straszliwy sen. Z początku przypominało to czynności życia codziennego – ja i on razem na rynku. Szliśmy zdziwieni, że dookoła nikogo nie było. Niebo wylewało się błękitem, a słońce parzyło w plecy. Jednakże to nie było ważne. Dlaczego? Bo ON trzymał mnie za rękę, więc wszystko inne stało się nieistotne. Dopóki nie podwinęła mi się moja nogawka! Nienawidzę tego! Dlatego czym prędzej schyliłam się, puszczając mojego mężczyznę, by poprawić spodnie. Gdy tylko się wyprostowałam, od razu zrozumiałam, że wiele się zmieniło. Wokół było szaro, a ludzie, których wcześniej nie widziałam, deptali mi po palcach. Co gorsza… straciłam moją miłość. Obudziłam się z szybkim tempem bicia serca, które przypominał mi, że wciąż żyję.