Horror · 6 min czytania
Malowane Lale
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Malowane Lale
„Trema zabójcą sztuki”
Prolog
Siedział w ostatnim rzędzie i obserwował z entuzjazmem przedstawienie jakie odbywało się na starej scenie już dawno zamkniętego teatru. Piękne, kolorowe postacie przemykały przez scenę zachwycając widza. Wiedziały jak to robić, wiedziały jak go zadowolić, gdy codziennie tu przychodził. I wiecznie się do niego uśmiechały. Nawet wtedy gdy padały na ziemię roztrzaskując sobie doszczętnie głowę. On zawsze nagradzał ich brawami, starał się bić brawo jak najgłośniej. Świadczyły o tym odciski na jego dłoniach. Jedyne czego nienawidził to szkarłatna, poszarpana kurtyna, która kończyła przedstawienie. Wtedy zbiegał pomiędzy rzędami z nadzieję, że pozna aktorów i się z nimi zaprzyjaźni, ale gdy odkrywał płachtę, widział już tylko kilka desek zastępujących podest, oraz drewniany stolik. Nieruchomo wpatrywał się w miejsce na, którym jeszcze przed chwilą byli aktorzy.
Kurtyno...
Postanowił zabić to co kradnie jego szczęście, chciał się nim delektować przez wieki. Morderstwo chciał argumentować zdaniem „To była stara nikomu nie potrzebna kurtyna” Wiedział, że aktorzy musieli by grać bez końca. Śmiać się do niego nawet wtedy gdy byli by już wycieńczeni. Gdy ich małe buźki leżały by roztrzaskane na ziemi, a ciało skakało by dalej po drewnianych deskach kurtyny. Niczego tak w tej chwili nie pragnął jak rozszarpać tę nędzną kurtynę.
Część 22 / 2
Ukradłaś mi szczęście...
Kurtyna była zawsze jego przekleństwem, nawet zza czasów dzieciństwa. Wielki ociekający szkarłatem potwór, który nie opuścił ani jednego przedstawienia. Jako chłopak zawsze chował się za plecami ojca, tam czuł się bezpieczny. Podziwiał bardzo mężczyznę ubranego w czarne, drelichowe spodnie i bluzę, który przechodził ze spokojem obok potwora. Te wszystkie pary odziane w wykwintne stroje, wszystkie się śmiały nie zwracając w ogóle uwagi na ogrom kurtyny. Chodź wiele razy bywał w teatrze, nigdy nie mógł powstrzymać swojego strachu do niej. Teraz stał z nią twarzą w twarz, a raczej z tym co z niej zostało. Podziurawiona, zakurzona płachta.
Wreszcie...
Jego pełna odcisków dłoń zacisnęła się na kurtynie po czym mocno szarpnęła wzniecając w powietrze tumany kurzu. Drobne płatki wirowały smagane powietrzem dostającym się do środka przez dziury w ścianach. Usłyszał cichy zgrzyt. Wszystkie trzymające kurtynę karnisze zaczęły pękać jeden po drugim. Gdy miał już pociągnąć raz ostatni, aby wreszcie unicestwić potwora naszła go rażąca myśl.
Aktorzy....
Mogli opuścić teatr kierowani utratą jego ważnej części. Tej części, której według niego nie powinno być. Miał szansę jednym…