psychologia · 5 min czytania
Malwina Teresa D.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Długopis zabębnił o szklany blat. Bartosz przeciągnął się z niezadowoleniem na kanapie, po czym znów pochylił się nad kartką papieru. Miał w głowie totalną pustkę, zero jakiejkolwiek inwencji twórczej, a czas naglił - telewizja potrzebuje nowego reportażu. To były jedne z tych chwil, których Bartosz nienawidził jak jasnej cholery. Chciał już rozpisać jakiś plan, nawet jakieś luźne pomysły, a tu nic. Całkowita próżnia... Ciszę przerwał charczący dzwonek komórki. Bartosz wziął telefon do ręki i spojrzał na wyświetlacz. Dopiero wówczas go odebrał. - Halo?... No cześć. Co tam?... Jesteś w Miłoszowie?... Teraz? Dobra, nie ma problemu. Gdzie?... Ok, będę za 15, góra 20 minut. Wepchnął aparat do kieszeni spodni. Wstał, poszedł do przedpokoju, narzucił kurtkę, zgranął z półki klucze i wyszedł.
O tej porze w kawiarni było sporo ludzi, ale nie można było nazwać tego tłokiem. Bartosz od samych drzwi zaczął się rozglądać po sali. W końcu dojrzał ją przy małym, dwuosobowym stoliku pod ścianą przyozdobioną pięknym obrazem przedstawiającym niesamowity wręcz zamek o zachodzie słońca. Sączyła leniwie kawę z filiżanki. Podszedł bliżej i dopiero wtedy ona go zauważyła. Wstała, by się z nim przywitać. Niższa od niego o głowę, szatynka, iskrzące ciemne oczy, piękne kobiece kształty. Podali sobie ręce. - Cześć. - Cześć, Balbina. Dziewczyna obruszyła się. - Bartosz, tyle razy ci powtarzałam - nie nazywaj mnie tak publicznie. - Oj, daj spokój - uśmiechnął się. - Przyzwyczaiłem się. Usiedli do stolika. - Zamawiasz coś? - zapytała. - Nie, dzięki. Od dawna jesteś w Miłoszowie? - Rano przyjechałam. - To czemu nie wpadłaś do mnie? - A daj spokój, po co? Chciałam tylko z tobą pogadać. Uwierz mi, chętnie bym cię odwiedziła, ale dzisiaj za bardzo czasu nie mam. - Pomysł na artykuł? - Tak jakby. Jutro wpadnę. O której bym mogła? - Po południu raczej. Przed południem siedzę w robocie. - No tak - łyknęła trochę kawy z filiżanki. - A tak poza tym, to co u ciebie? - W sumie nic nowego. - To tak jak u mnie. No, prawie. - Tak? - Tak, do innej gazety piszę - zaśmiała się. - Wesołe jest życie freelancera, co? - W każdym razie spokojniejsze i wygodniejsze. - Słuchaj, a może zatrzymałabyś się u mnie? Mielibyśmy więcej czasu na pogadanie. - Bartek, niestety chwilowo nie mogę. Mam trochę spraw do załatwienia w Warszawie... Poza tym co ci będę głowę zawracać? - Od tego jest rodzina - uśmiechnął się. Dziewczyna dopiła kawę,…