Inne · 9 min czytania
Mały ogrodnik
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dawno, dawno temu a może znowu nie tak dawno. Na bardzo odległej planecie a może całkiem bliskiej. Na planecie kwiatoludzi przyszedł na świat mały ogrodnik. Jeszcze wtedy nie wiedział , że zostanie ogrodnikiem. Jak każdy na tej planecie urodził się jako kwiat - czerwony tulipan. Przez długi czas pielęgnowany był przez starego ogrodnika, który dbał by niczego mu nie brakowało. Był podlewany gdy tego potrzebował, wystawiany na słońce aby płatki nabierały pełniejszej barwy. Gdy nadchodziły zimowe mrozy, delikatnie przenoszono go do ciepłej szklarni. Miał naprawdę komfortowe warunki do kwitnięcia. Mijały lata i w tulipanie narastała świadomość, że pora się przeobrazić. Zapragnął sam zostać ogrodnikiem. Wyciągnął swoje korzenie z ziemi i ruszył na poszukiwanie kwiatu, którym mógłby się opiekować. Był wybredny. Nie odpowiadały mu stokrotki i niezapominajki - zbyt pospolite. Nie przypadła mu do gustu także dalia - była zbytnio wyniosła. Świadoma swojego piękna chciała specjalnej pielęgnacji, drogich nawozów. Nasz mały ogrodnik nie mógł sobie na nie pozwolić. W poszukiwaniu odpowiedniego kwiatu coraz bardziej oddalał się od swojej szklarni. Aż wreszcie, w bardzo odległym ogrodzie znalazł to czego szukał. Obok wielu innych kwiatów zauważył szkarłatną różę. Młody krzew, którego płatki ściśnięte jeszcze były w pąki. Pomimo tego wydzielał tak eteryczny zapach, że naszego bohatera przeszył dreszcz emocji. To była ta wymarzona roślinka, kwiat, którego szukał od dawna. Ostrożnie i z obawą zbliżył się do niej, bojąc się, czy aby nie rozgniewa się na niego i nie zrani swoimi ostrymi kolcami. O dziwo nie zrobiła mu krzywdy. Gdy spulchniał ziemię wokół niej, delikatnie muskała go swoimi listkami. Ostrożnie wykopał ją z ziemi i przeniósł do swojej szklarni. Niestety - róża źle znosiła nowe warunki. Mały ogrodnik nie miał też jeszcze wprawy w pielęgnowaniu kwiatów. Na domiar złego, stary ogrodnik widział w nim nadal czerwonego tulipana, który wymaga ciągłej opieki. Dlatego nie lubił róży, która pozbawiła jego ogród ukochanej rośliny. Doradzał małemu ogrodnikowi, jak ma pielęgnować różę. Ten, słuchając jego rad, doprowadzał do tego, że kwiat marniał coraz bardziej. Zakwitał trzy razy i trzy razy gubił niedojrzałe jeszcze owoce, wydał je dopiero za czwartym razem. Róża też zaczęła inaczej traktować swojego opiekuna. Kłuła dotkliwie, do krwi, gdy ten próbował stosować się do rad swojego nauczyciela. Mały ogrodnik był zrozpaczony. Z jednej strony nadal bardzo kochał różę, z drugiej czuł także miłość do starego ogrodnika, który pielęgnował go tyle lat. Zaniedbywał coraz bardziej szklarnię, różę i kwiat, który wyrósł z jej nasionka. Odkrył specjalny, magiczny nawóz . O nie, nie dla róży - dla siebie. Gdy podlewał nim swoje korzenie - ulegał metamorfozie. Wyrastały mu skrzydła, wzbijał się wysoko w powietrze, stawał się ptakiem. Niestety, gdy nawóz przestawał działać, skrzydła odpadały i spadał w dół z głośnym hukiem, boleśnie uderzając o ziemię. Pragnąc dłużej fruwać, zaczął używać coraz częściej i coraz więcej nawozu. Latał coraz częściej i coraz wyżej. Lecz im bardziej się wzbijał, tym bardziej bolesne były upadki po odpadnięciu skrzydeł. Zapomniał, że jest kwiatoczłekiem, że kwiatoludzie nie fruwają. Chciał latać ciągle. Wyżej, wyżej, ciągle wyżej - do słońca, do gwiazd. Opuszczona szklarnia niszczała coraz bardziej. Samotna róża musiała sama dbać o swoje potrzeby i potrzeby swojego potomstwa. Po którymś z rzędu bolesnym upadku, mały ogrodnik przypomniał sobie o szklarni. Gdy zobaczył spustoszenie jakie wywołała jego nieobecność, postanowił uciec od tego ostatecznie. Wsunął swoje korzenie do koncentratu środka chwastobójczego i zaczął zasypiać na zawsze. Śniła mu się jego róża, taka jaką ujrzał po raz pierwszy w ogrodzie. Czuł jej zapach, czuł muskanie listków na swej twarzy. Słyszał jej szelest, szelest wielu innych kwiatów, które już dawno uschły w opuszczonych ogrodach - zaczynał rozumieć ten niezrozumiały przedtem szum. Gdy po długim czasie otworzył wreszcie swoje płatkooczy, zobaczył ją nad sobą. Na jej kwiatach i kolcach smutno lśniły łzy rosy. Nie mówiła do niego, a on usłyszał wszystkie niewypowiedziane przez nią słowa. Postanowił wtedy, że przestanie fruwać. Nie udało mu się to od razu. Fruwał co prawda rzadziej i nisko nad ziemią, ale fruwał. Zerwał w tym czasie kontakty ze starym ogrodnikiem, który chciał…