Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

...manifest...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Drogi...hmmm... jak Cię nazwać? Może lepiej pozostań anonimowy.

Jeżeli to czytasz, to znaczy, że ktoś wyciągnął to z mojej plastikowej trumienki. Pewnie byłeś to Ty, za co gorąco Ci dziękuję. Może to właśnie dzięki Tobie mój mały manifest ujrzy światło dzienne. Pewnie zastanawiasz się nad tą moją trumienką. Wyobraź sobie, że jestem dosyć mała, a na więcej moja rodzina nie miała pieniędzy. Cóż, życie naprawdę nikogo nie rozpieszcza, a szczególnie wielodzietnych rodzin. No, chyba, że masz nieograniczoną liczbę pieniędzy. Chociaż z drugiej strony nic nie jest nieograniczone. Więc może lepiej powiedzieć, że życie rozpieszcza, jeśli masz dużo pieniędzy. Robisz wtedy to, co chcesz. Też bym tak chciała... Ale nie o tym miała być mowa. Otóż zanim przeczytasz, drogi anonimowy przyjacielu, opowiem Ci może coś o sobie. Zgoda? Uznam ten delikatny uśmiech na Twojej twarzy, za pozytywną odpowiedź. Więc... Ach tak, zapomniałam, że zdania nie zaczyna się od „więc”. Ale ze mnie gapa. Więc urodziłam się jakiś czas temu. Nie byłam pierwszym dzieckiem moich rodziców. Miałam wiele rodzeństwa, które było strasznie do mnie podobne. Wyglądaliśmy niemal identycznie. No w końcu ci sami rodzice, prawda? Mieszkaliśmy w wielkim drewnianym domu, podobno stał już, gdy moi rodzice zamieszkali tam dawno, dawno temu. Swój pokój miałam bardzo wysoko. Tak bardzo wysoko, że niebo było na wyciągnięcie ręki. Niezliczoną ilość wieczorów spędziłam wpatrując się w gwiazdy. Naprawdę fajne zajęcie. Spróbuj kiedyś. Wychowałam się na świeżym powietrzu, co sprawiło, że wyglądałam całkiem.... apetycznie. Spoglądając czasem na moje liczne rodzeństwo, doszłam do wniosku, że jestem nawet od niektórych ładniejsza. „To dobrze” mówiła mama licząc na dobrą przyszłość. Rosłam i uczyłam się wielu przydatnych rzeczy. Uwielbiałam kąpać się w świetle słońca, słuchać śpiewu kolorowych ptaków. Było naprawdę przyjemnie, a brak pieniędzy mi nie przeszkadzał. Wszystkim w okuł brakowało środków do życia. W naszej dzielnicy to już norma, ale jak potrafisz bez tego żyć, zrozumiesz, że nie wcale nie jesteś gorszy. Ale moje sielankowe życie szybko się skończyło, ponieważ... umieram. Na szczęście zdążę napisać ten list – manifest, który trzymasz w rękach. To wiesz już coś o mnie, szkoda, że nie możemy porozmawiać w cztery oczy, bo może ja dowiedziałabym się czegoś o Tobie? Wiesz, sądzę, że jesteś naprawdę interesującą osobą. Tak samo jak ja. Pewnie myślisz, że po woli…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
...manifest... — czytnik · opowiadania