Inne · 4 min czytania
Maria
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dziś znów płakałem. Krążąc po labiryncie szarych i ciemnych uliczek, potrącając bezimienne, puste twarze, rozcierałem po policzkach obficie spływające, mieszające się z ciepłym, jesiennym deszczem łzy. Choć minęły już cztery lata, pamiętam jak dziś ten piękny, słoneczny dzień, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Ostatnie wakacje w rodzinnym mieście upływały mi na wielogodzinnych spacerach, bezcelowym włóczeniu się po tych samych, znanych mi od dziecka ulicach. Rozkoszowałem się wolnym życiem, godzinami beztroski i swobody, które nieuchronnie dobiegały końca rozpoczynając kolejny, dorosły już etap w moim błogim dotychczas życiu. Nie spodziewałem się jednak, że owe wakacje odcisną się tak mocno w mojej świadomości i na zawsze zostawią niewidoczną na sercu rysę. Też pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Na zielonej, skąpanej w ciepłych letnich promieniach słońca łące, nieopodal małej, starej zapory? Pojawiłaś się z moim najlepszym przyjacielem i choć uprzedzał mnie wcześniej, że będziesz dziś z nami, serce biło mi jak oszalałe na samą myśl o Twojej obecności. Wszystko potoczyło się wtedy tak szybko, jak w cudownym, bajkowym śnie. Spędzaliśmy każdą wolną chwilę razem, Ty i ja i zanim się zorientowaliśmy nadeszła jesień, piękna polska jesień, tuląca nas podczas słodkich wieczornych spacerów złotymi liśćmi i delikatnymi podmuchami wiatru. To była miłość. Romantyczna, prawdziwa, troszkę naiwna, opiewana i wychwalana przez wszystkich artystów świata, jedna, jedyna i wytęskniona, której niewielu dane jest w życiu posmakować, a o której wciąż z utęsknieniem śnią co noc miliony. I jakby to było przed chwilą, ostatni dotyk ust, ostatni oddech, ostatnia wspólna…