Fantasy · 7 min czytania
Medalion Życia 04 Bal
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kate była w swoim pokoju, a głównie w szafie szukając sukienki na bal. - Gdzie jest ta sukienka? - cały czas powtarzała, aż w końcu znalazła przepiękną, szmaragdową suknię balową, przewiązaną czarną wstęgą. Wzięła ją i poszła do łazienki, by się ubrać. Po drodze chwyciła zielone pantofelki. Minął tydzień odkąd zemdlała na widok zobaczyła tego białego lwa, ale nie rozmyślała o niczym innym oprócz o przystojnym blondynie, z którym szła na bal. Natomiast Annabelle była już ubrana w swoją długą, piękną oraz oczywiście białą sukienkę. Podeszła do drzwi Matta, ich współlokatora i zapukała, wołając: - Halo?! Żyjesz tam?! W odpowiedzi usłyszała tłuczenie się dobiegające z pokoju. Nagle drzwi otworzyły się, a w nich zobaczyła bruneta. Był gotowy na bal... no może nie do końca. Miał kompletne ubranie, tylko brakowało marynarki. - Gdzie masz marynarkę? - spytała. - Marynarka jest… gdzieś w tym pokoju. – dokończył niepewnie. Annabelle weszła do jego pokoju. Rozglądnęła się. Po chwili przymknęła drzwi i wzięła z klamki brakującą część ubrania. - Ty nigdy nie możesz niczego znaleźć. Nawet jak jest to przed tobą. - powiedziała z rozbawieniem. - No właśnie wiem, a widziałaś może mój krawat? - No wiesz?! Akurat to mógłbyś wiedzieć! Przecież krawat wisi na twojej szyi! – zdenerwowała się lekko Annabelle. - Acha, faktycznie. Wiesz coś na temat tej kobiety? – zapytał, chcąc zmienić temat. - Nie. - Możesz mi pokazać jej wizytówkę? - Jasne. - stwierdziła i poszła do swojego pokoju. Po chwili wróciła z powrotem z wizytówką, o który prosił brunet. Podała ją Mattowi. - Pogoda? - powiedział cicho z niedowierzeniem. - Co pogoda? - spytała zdziwiona Annabelle. - Eee... ładną mamy pogodę na bal, prawda? - Tak. Faktycznie. - Oddaję. - powiedział, podając jej wizytówkę. Dziewczyna pobiegła po raz kolejny do swojego pokoju, aby ją odłożyć, a następnie szybko wróciła. Dopiero teraz Matt coś zauważył. - Twoje włosy robią się białe! - zawołał. - Naprawdę? - Tak! Zobacz w lustrze! - powiedział. Annabelle szybkim krokiem ruszyła do lustra wiszącego na korytarzu. Końcówki jej włosów były białe. - Czy ja siwieje?! Nie, na pewno nie! Nie można tak szybko siwieć! Chyba... – dodała cicho. - Spokojnie! Na pewno nie siwiejesz, ale muszę gdzieś wyjść! Zaraz wracam! - zawołał i wybiegł z domu.
Matt biegł prosto do domu czarnowłosej Evy Johanson. Gdy dopadł drzwi zaczął cały czas dzwonić, aż dzwonek się zepsuł. - Ups... - powiedział, gdy otworzyła mu Stephanie. - Jest Pogoda? - zapytał dziewczynki. - Jest, a co? – zadała typowe dla niej pytanie. - Taka jedna ważna sprawa. – odparł, ledwo wydobywając z siebie słowa. - Jak zwykle. – mruknęła i usunęła się z drogi. Matt wbiegł do środka, do salonu gdzie Pogoda lubiła najbardziej przebywać. Jak się spodziewał, była tam. Siedziała w fotelu ustawionym przy zapalonym kominku, który dawał dużo światła w pokoju z zasłoniętymi kotarami, czyniąc pomieszczenie mrocznym oraz ciemnym. - Pogodo! - zawołał. - Tak? - zapytała zaskoczona nagłym przybyciem mężczyzny. - Annabelle... włosy... kolor... końcówki... białe... - wysapał po szalonym biegu. - Końcówki włosów Annabelle zmieniły kolor na biały? - zapytała, chcąc się upewnić czy dobrze zrozumiała wiadomość. Mężczyzna energicznie pokiwał głową. - Czy ty wiesz co to oznacza?! - zawołała. - Wiem. To oznacza, że ona może być Życiem i ja mam postarać się, by jej o tym przypomnieć.…