Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 7 min czytania

Megasam

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ilekroć zdarza mi się, za nagłą potrzebą, udać na zakupy do sklepu sieci Społem, odczuwam różne mieszane uczucia - od zażenowania do fascynacji. Tak było i tym razem, gdy dowiedziałem się, że na obiad zawita tata z bratem. Należało uzupełnić niedobór produktów spożywczych - wygrał Megasam, bo jest najbliżej. Wszedłem do sklepu z neutralnym nastawieniem. Starałem się racjonalizować, iż sklep jak sklep, ot, kupię mięso i znikam do domu. Jednak już na wejściu zafascynowała mnie mrówcza praca ekspedientek. Starsze panie, pochylone nad kartonami serków wiejskich, żmudnie naklejały ceny na każdy serek z osobna. Praca ta wymaga dużego skupienia i zaangażowania, bowiem przeoczenie jednego serka może skutkować kolejką na kasie (o czym później)… Zawsze fascynuje mnie, gdy widzę w XXI wieku ludzi wykonujących swoje umierające zawody, niczym kołodzieje czy zdunowie. Z braku czasu porzuciłem jednak obserwowanie pracownic i udałem się na sektor warzywno-owocowy. Cena ziemniaków i innych płodów rolnych raczyła świadczyć o niesamowitej jakości tychże produktów. Pocieszając się, że kupuję nie byle jakie ziemniaki typu irga - lecz Prawdziwe Żoliborskie Jedyne Słuszne Ziemniaki udałem się z wypełnioną siatką na wagę. I tu czekała mnie pierwsza zagadka… Jak obsłużyć wagę? Przyzwyczajony do niesamowitej prostoty wag Carrefour'owych, gdzie utrzymywanie procesów mózgowych na stand by'u wystarczy, by skojarzyć ikonę banana na klawiaturze z bananem, stałem przed dziwną maszyną z klawiaturą numeryczną i bez żadnych ikonografik. Postanowiłem sam złamać system nie prosząc o pomoc pracownic, by nie odrywać ich od pracy etykietowania produktów; sądząc po ich minach, nie były zresztą skore do pomocy. Ruszyłem więc ponownie do kosza z ziemniakami i eureka! - przy cenie odkryłem tajemniczą liczbę 22. Biorąc ją za kod wklepałem w klawiaturę, jednak zamiast otrzymać wydruk naklejki, pojawiła się za moimi plecami ekspedientka… — Pan u nas pierwszy raz? — spytała z miną nauczycielki niemieckiego, gdy uczeń przy tablicy nie potrafi odmienić "sein". — Tak — odpowiedziałem. — Należy wpisać cenę w groszach i kliknąć żółty przycisk — odpowiedziała i zniknęła. Wstyd, że studiując na uczelni technicznej na to nie wpadłem… Wystarczyło skonwertować cenę z 1,20 na 120+żółty przycisk. Trywialne. Mając ziemniaki w koszyku, co stanowiło 1/3 sukcesu, udałem się na mięsny. Minąłem stoisko z długą kolejką siwych głów, gdzie co chwilę padały nieznane mi hasła: "salcesonu pół kilo", "baleron i boczek poproszę", "mortadelę i 20 deko konserwowej" i udałem się na drób. Stojąc samotnie przy piersiach z kurczaka zacząłem podejrzewać, że ta część Warszawy (Bielany) utrzymuje jakąś staropolską dietę a ja pragnę złamać konwenanse i zażądać porcję drobiu. Oczekiwałem więc dzielnie przy ladzie, obserwując obsługiwanych salcesoniaków, gdy jednak po kilku minutach nie pojawiła się żadna ekspedientka, poczułem irytację. Wtem dostrzegłem na końcu sklepu zmierzającą ślimaczym tempem w moim kierunku siwą panią, z uśmiechem na twarzy. Gdy mijała mnie po…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Megasam — czytnik · opowiadania