Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 9 min czytania

Melodia Śmierci

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Melodia Śmierci

To opowiadanie napisałam w nocy po kłótni z moją przyjaciółką…Ma ono w sobie coś takiego dziwnego…A dlaczego? Bodajby dlatego, że gdy ono powstawało, czułam się jakby kto inny prowadził moje ręce i mówił w myślach co pisać. A po skończeniu go, odniosłam dziwną ulgę. Nie byłam już taka rozwścieczona i załamana…Mam nadzieję gdy to przeczytacie, będziecie mieli takie odczucia jak ja, i będziecie mogli czytać to jeszcze wiele razy, gdyż ta historia anioła, tak was zaczaruje, że będziecie mogli odejść w świat fantazji na dłużej…

Arael stanął na ziemi i ukrył skrzydła. Rozejrzał się dookoła. Ani jednej żywej istoty…całkowite pustkowie… -Dlaczego ludzie od samego początku dążyli do samozagłady? - powiedział cicho do siebie. Nagle usłyszał skomlenie. Odwrócił się gwałtownie a jego srebrzyste włosy zafalowały pod wpływem nagłego wiatru, w jego błękitnych oczach odbiło się schowane za zabarwionymi na czerwono chemikaliami chmurami słońce. Kawałek dalej na ziemi leżał pies. Poraniony, ledwo żywy. -Nie pojmuję tego świata… - szepnął dotykając ręką głowy psa który momentalnie zasnął… Tak…Arael był jednym z najsilniejszych aniołów. Miał moc „usypiania”. To nie było to samo co śmierć. Po dotyku i właściwych myślach tego anioła, przenosiłeś się w świat inny. Taki sam jak kiedyś, lecz było na nim więcej dobroci. W świat sennych marzeń, w których wszystko co najpiękniejsze mogło cię spotkać. Arael jeszcze raz spojrzał na spalony las. Pożar był skutkiem wybuchu w laboratorium. Zginęło setki, a nawet tysiące osób. -Mam nadzieję, że niczego gorszego tu nie znajdę niż ten pies…- powiedział i ruszył w stronę szczątków lasu. Znalazł wiele spalonych domów. Wiele ciał rodziców i ich dzieci. Silniejsi, którzy oddychali już z trudem, zaraz zostali „usypiani” przez anioła. Gdzieś po dwóch godzinach znalazł dziecko - chłopca. Żył…był tylko lekko poparzony i przestraszony. -Nie bój się…Chcę cię zabrać tam, gdzie będziesz mógł zostać jeśli tylko będziesz chciał i nikt już nie zrobi ci nigdy krzywdy… - powiedział do niego spokojnym głosem Arael. Chłopiec kiwnął głową i podszedł do anioła. Ten go wziął na ręce, przykrył swoim płaszczem, rozłożył skrzydła i uniósł się w niebo. Tam, przy bramie dusz zostawił je, by mogło cieszyć się razem z innymi w tak długo przez wszystkich oczekiwanym raju. Po pięciu minutach był na Ziemi i szukał dalej. Wielu ludziom jeszcze pomógł. Ulżył ich cierpienia i pozwolił odpłynąć w ten tak wspaniały aczkolwiek dziwny świat. Przerażało go to, co ludzie sobie samym uczynili. Zniszczyli nie tylko siebie ale i całą tą ziemię na której mogły rosnąć piękne i pachnące kwiaty. Ziemię, przez którą mogła płynąć czysta i życiodajna woda. Na której mogły bawić się ich dzieci i wnuki. Czy władza jest rzeczą ważniejszą, niż takie piękne widoki? Jego oczy zwróciły się na szczątki budynku stojącego na uboczu. Zamknął oczy i zobaczył ludzi, jeszcze wtedy zadowolonych i te maleństwa bawiące się po drodze ze swoimi zwierzakami. Otworzył oczy i znów ujrzał zamiast pięknego, białego budynku, parę spalonych i jeszcze dymiących desek. To był kościół. Przeżegnał się, lecz musiał iść dalej. Jeszcze nie odnalazł celu swojego przybycia tu. -Dlaczego oni zginęli tak tragicznie? Przecież byli ludźmi szczerze wierzącymi…? -powiedział cicho do siebie rozglądając się . Myśli o tych jeszcze niedawno szczęśliwych ludziach błądziły mu w umyśle. Myśląc o dzieciach, czuł, jakby jego serce łamało się na połowę. Ze wszystkich ludzi je kochał najmocniej. Miały zawsze takie radosne oczy. To one dawały sens życia każdemu człowiekowi. Wiedział o tym. Na niebiosach zawsze gdzie nie spojrzeć, było uśmiechające się dziecko. Ale tak ciepło, że można powiedzieć, że serce - nawet te twarde jak głaz - byłoby miękkie jak stopiony plastik. Arael po dwóch godzinach rozglądania się i chodzenia po tym lesie zmarłych, dotarł na wzgórze do największego i najbardziej rozpadającego się budynku. -To tutaj się wszystko zaczęło…-spojrzał na budynek ze złością w oczach, po których błękicie, chodziły jakby małe pioruny. Arael powoli wszedł do środka. Miał tu znaleźć i przyprowadzić ostatnią duszę,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%