Melodia Śmierci
Krótkie i smutne op. o Aniele
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Melodia Śmierci
To opowiadanie napisałam w nocy po kłótni z moją przyjaciółką…Ma ono w sobie coś takiego dziwnego…A dlaczego? Bodajby dlatego, że gdy ono powstawało, czułam się jakby kto inny prowadził moje ręce i mówił w myślach co pisać. A po skończeniu go, odniosłam dziwną ulgę. Nie byłam już taka rozwścieczona i załamana…Mam nadzieję gdy to przeczytacie, będziecie mieli takie odczucia jak ja, i będziecie mogli czytać to jeszcze wiele razy, gdyż ta historia anioła, tak was zaczaruje, że będziecie mogli odejść w świat fantazji na dłużej…
Arael stanął na ziemi i ukrył skrzydła. Rozejrzał się dookoła. Ani jednej żywej istoty…całkowite pustkowie… -Dlaczego ludzie od samego początku dążyli do samozagłady? - powiedział cicho do siebie. Nagle usłyszał skomlenie. Odwrócił się gwałtownie a jego srebrzyste włosy zafalowały pod wpływem nagłego wiatru, w jego błękitnych oczach odbiło się schowane za zabarwionymi na czerwono chemikaliami chmurami słońce. Kawałek dalej na ziemi leżał pies. Poraniony, ledwo żywy. -Nie pojmuję tego świata… - szepnął dotykając ręką głowy psa który momentalnie zasnął… Tak…Arael był jednym z najsilniejszych aniołów. Miał moc „usypiania”. To nie było to samo co śmierć. Po dotyku i właściwych myślach tego anioła, przenosiłeś się w świat inny. Taki sam jak kiedyś, lecz było na nim więcej dobroci. W świat sennych marzeń, w których wszystko co najpiękniejsze mogło cię spotkać. Arael jeszcze raz spojrzał na spalony las. Pożar był skutkiem wybuchu w laboratorium. Zginęło setki, a nawet tysiące osób. -Mam nadzieję, że niczego gorszego tu nie znajdę niż ten pies…- powiedział i ruszył w stronę szczątków lasu. Znalazł wiele spalonych domów. Wiele ciał rodziców i ich dzieci. Silniejsi, którzy oddychali już z trudem, zaraz zostali „usypiani” przez anioła. Gdzieś po dwóch godzinach znalazł dziecko - chłopca. Żył…był tylko lekko poparzony i przestraszony. -Nie bój się…Chcę cię zabrać tam, gdzie będziesz mógł zostać jeśli tylko będziesz chciał i nikt już nie zrobi ci nigdy krzywdy… - powiedział do niego spokojnym głosem Arael. Chłopiec kiwnął głową i podszedł do anioła. Ten go wziął na ręce, przykrył swoim płaszczem, rozłożył skrzydła i uniósł się w niebo. Tam, przy bramie dusz zostawił je, by mogło cieszyć się razem z innymi w tak długo przez wszystkich oczekiwanym raju. Po pięciu minutach był na Ziemi i szukał dalej. Wielu ludziom jeszcze pomógł. Ulżył ich cierpienia i pozwolił odpłynąć w ten tak wspaniały aczkolwiek dziwny świat. Przerażało go to, co ludzie sobie samym uczynili. Zniszczyli nie tylko siebie ale i całą tą ziemię na której mogły rosnąć piękne i pachnące kwiaty. Ziemię, przez którą mogła płynąć czysta i życiodajna woda. Na której mogły bawić się ich dzieci i wnuki. Czy władza jest rzeczą ważniejszą, niż takie piękne widoki? Jego oczy zwróciły się na szczątki budynku stojącego na uboczu. Zamknął oczy i zobaczył ludzi, jeszcze wtedy zadowolonych i te maleństwa bawiące się po drodze ze swoimi zwierzakami. Otworzył oczy i znów ujrzał zamiast pięknego, białego budynku, parę spalonych i jeszcze dymiących desek. To był kościół. Przeżegnał się, lecz musiał iść dalej. Jeszcze nie odnalazł celu swojego przybycia tu. -Dlaczego oni zginęli tak tragicznie? Przecież byli ludźmi szczerze wierzącymi…? -powiedział cicho do siebie rozglądając się . Myśli o tych jeszcze niedawno szczęśliwych ludziach błądziły mu w umyśle. Myśląc o dzieciach, czuł, jakby jego serce łamało się na połowę. Ze wszystkich ludzi je kochał najmocniej. Miały zawsze takie radosne oczy. To one dawały sens życia każdemu człowiekowi. Wiedział o tym. Na niebiosach zawsze gdzie nie spojrzeć, było uśmiechające się dziecko. Ale tak ciepło, że można powiedzieć, że serce - nawet te twarde jak głaz - byłoby miękkie jak stopiony plastik. Arael po dwóch godzinach rozglądania się i chodzenia po tym lesie zmarłych, dotarł na wzgórze do największego i najbardziej rozpadającego się budynku. -To tutaj się wszystko zaczęło…-spojrzał na budynek ze złością w oczach, po których błękicie, chodziły jakby małe pioruny. Arael powoli wszedł do środka. Miał tu znaleźć i przyprowadzić ostatnią duszę,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil martka_007
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…