Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

MGŁA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wstawał świt. Późna jesień targuje się jeszcze z resztkami lata o tych kilka promieni mocniejszego światła. Teraz jednak niepodzielnie panowała na świecie szczelna mgła. Przebudziłem się nagle nie czując zmęczenia. Mój wzrok błądził po znajomych sprzętach. Nie było w tym patrzeniu celu. Mając otwarte oczy widziałem wszystko, ale nie patrzyłem chcąc coś zobaczyć i zrozumieć. Dzień bardzo powoli zaczynał skradać się do mnie ze swoimi znaczeniami i całą wydumaną ważnością. Lubię ten moment przytomnej nieświadomości. Ma w sobie jakąś beztroskę. Jest bezpieczny i przyjemny. Może gdybym budząc się miał przy boku kogoś wszystko działoby się inaczej? Czy ja jeszcze chciałbym, żeby było inaczej? Bułka z masłem i parząca usta, czarna kawa. Moje ulubione śniadanie. Czasami wydaje mi się, że gdybym zmienił menu, bezpowrotnie utraciłbym istotną cząstkę siebie. Każde życie składa się bowiem z przyzwyczajeń o znaczeniu fundamentalnym i nieszkodliwych dziwactw. Mgła trwa uparcie. Patrzę przez szybę i nie dostrzegam za nią nic. Biała, mleczna przestrzeń rozciąga się bez końca. Podoba mi się taki krajobraz. Utożsamiam się z nim. Jesteś moją siostrą mgielna poświato i pewnie nic o tym nie wiesz. Mamy dokładnie taką samą naturę. Pamiętam, że jako dziecko zgubiłem się kiedyś w takiej mgle rodzicom. Stałem przyklejony plecami do ściany budynku bez strachu wsłuchując się w niecierpliwie nawołujące głosy. Najpierw można było usłyszeć w nich zdziwienie. Oto był, a go nie ma. Gdy fakt mojego rozpłynięcia wyrwał się z ram pierwszego niedowierzania i ukonstytuował rzeczywistym brakiem mojej osoby, w szperające na oślep głosy wkradła się nutka zniecierpliwienia. Ja ciągle stałem bez najmniejszego ruchu. - Andrzej!!! Aaandrzej!!! Nie widzieli może państwo małego grubego chłopca. Jeszcze przed chwilą tutaj był. Aaaaandrzej. Cholerna mgła, oko wykol nic nie widać. Wciśnięty między kosz na śmieci i rynnę nie byłem w stanie wydać z siebie choćby cichego, stłumionego pisku. Nigdy nie wytłumaczyłem się z mego zagubienia w tej mgle, teraz twierdzę, że nigdy mnie już nie odnaleziono. Nadal jestem zagubiony.

Tymczasem autobus wiezie mnie gdzieś, tak jak i innych, z tym, że ich może nawet bardziej konkretnie niż mnie, choć mnie tak samo jak i całą resztę pasażerów przemieszcza w ten sam sposób codziennie. Myślę o tym zwyczajnym w życiu wielu osób wydarzeniu jak o czymś ważnym, choć może nie powinno się zaprzątać głowy takimi drobiazgami. Dostrzegam jednak wyraźnie rytuał wsiadania poprzedzony czekaniem, rytuał jazdy z miną rzekomo obojętną lub zwyczajnie poranną, niewyspaną. Niewielu nas jadących, każdy może pozwolić sobie na luksus siedzenia. Toczą się rozmowy na zasadzie - bić czy nie bić dzieci lub na zasadzie mruczenia leniwego monosylab. Cisza wraz z wielowiekową warstwą kurzu przysiada w kątach wystraszona warkotem pracującego silnika. Powie ktoś, że przecież wcale jej tu nie ma i sromotnie się pomyli, bo ona potrafi być wszędzie i zawsze. Czuję ją wyraźnie, zahukana i wystraszona kuli się, ale jest. Każdy tutaj ma swój świat, a świat realny toleruje nas bez większych emocji. Otoczenie wokół zmienia się szybko. Ktoś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%