Inne · 6 min czytania
Miałem taki sen
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Krzyczeli, żebym biegł szybciej, ale piasek nie pozwalał. Nie był gorący, jednak te bardzo drobne ziarenka spowalniały ruchy wręcz niemożliwie. Już widziałem wejście. Mój oddech, zdyszany jak u psa, powodował krztuszenie i musiałem wypluć ślinę. Za dużo pyłu, a jeszcze biec. Słońce, nie za mocne tego dnia, zobaczyłem kątem oka, podobnie jak szczyty gór gdzieś w dali i te małe postacie. Chociaż mogłyby być to równie dobrze kikuty drzew. Wszystko jedno. Ktoś wepchnął mnie i krzyknął, by szybciej, ponieważ trzeba wysadzać. Tunel był szeroki i prawie tonął w piasku. Biegnąc odwróciłem się na moment. Oczom moim ukazał się człowiek, którego coś w tym momencie powaliło z nóg. Stanąłem przerażony patrząc, jak postać ta, dobrze mi zresztą znajoma, próbuje czołgać się w naszym kierunku i wcale nie pozostało jej więcej, niż pięć metrów, kiedy z ust jej wydobywają się słowa, że wysadza i żebyśmy uciekali. Uciekali! Chyba krzyknąłem, ale jakaś silna dłoń przycisnęła mnie do piasku i usłyszałem huk. Większa część wejścia zawalona! Krzyczą, że jeszcze i rzeczywiście. Po chwili kolejny huk i jeszcze jeden, po których nie ma już słońca i wszystko zatonęło w piasku. Ktoś ciągnie w głąb tunelu, po czym zamyka olbrzymie drzwi. Dziwne. Jakby miał po co. Przecież przez ten piasek trudno byłoby się przedostać. Ale widocznie tak musi być. Przede mną wiele twarzy i mnóstwo światła, które lekko migoce. Wszyscy szczęśliwi, że się udało i że przecież wytrzymamy tutaj bardzo długo i przecież tam wszystko się zakończy. Oczywiście, że tak, wspaniale, świetnie. Wielkie korytarze i jeszcze większe sale sprowadzają spokój, choć lekkie dławienie w gardle niewiadomego pochodzenia. Zupełnie nie wiem, dlaczego. Tylko gołe ściany i trochę brudu, ale za to beton i jesteśmy bezpieczni nawet przed bombą atomową. Cały czas idąc przyglądam się ludziom, z których twarzy spływa spokój i zmęczenie. Leżą obok siebie i palą papierosy lub jedząc kanapki śmieją się z mojej chyba jeszcze wystraszonej osoby. Mówię przepraszam, ale to tylko wzbudza więcej śmiechu. Dobrodusznego śmiechu. Jakby chcieli podnieść mnie na duchu. Pytam, czy nie zabraknie nam powietrza, ale oni, że w żadnym wypadku, że powietrza mamy pod dostatkiem i zapal sobie, ale ja nie palę, dziękuję. Wiemy, że zginął, jednak ktoś musiał to zrobić. No, tak, ale dlaczego akurat on? Przez przypadek, przez zupełny przypadek. Jeślibyś ty niósł ten cholerny zapalnik, wtedy… Szkoda… Mam dla ciebie trochę dobrego jedzenia. Nie, dziękuję panu, wolałbym się przejść sam i pomyśleć. O, nie. Myślenie, chłopcze, nie jest zbyt wskazane w tym momencie i w twoim przypadku. Jednak proszę mi pozwolić. Znowu korytarze, sale, ludzie. Nawet sporo ludzi. Tym razem zauważam więcej zakamarków, gdzie toczą się ożywione dyskusje i gdzie oddechy są bardziej przyspieszone. Ale to pewnie wydaje mi się tylko. Nigdzie nie ma miejsca, żebym mógł posiedzieć sam i żeby nikt mi nie przeszkadzał. Dochodzę do tych