Melodramat · 4 min czytania
Miasto Utrapienia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
MIASTO UTRAPIENIA
Za mostem, otoczone niesamowitą łuną, a jednak skryte w mroku, rozciągało się wielkie miasto. Miasto pychy, rozpusty, chorych ambicji, skalanej miłości. Miasto zatracenia i grzechu. Tablica „Witamy” mignęła przy drodze. Tak łatwo było tu wjechać. Z wyjazdem podobno było znacznie gorzej. Samochód zatrzymał się. Silnik zgasł, symbolicznie, niczym świeczka na cmentarzu. Drzwiczki otworzyły się. Obcasy wystukały rytm krótkich kroków na chodniku jeszcze nie ostygłym z dziennego żaru. Na wpół zeschłe drzewa zatrzęsły się, epileptycznie uderzając o siebie gałęziami. „Uciekaj” – szeptał wiatr, lecz odgłos kroków ucichł już gdzieś w bramie. Niewidzialna sieć oplotła cichą uliczkę. * Wesoły śmiech, głośna muzyka, taniec i oszałamiająca moc alkoholu. Zabawa nad zabawami wydawała się sensem tego wieczora, tej nocy. Więcej ciepła, więcej picia, więcej erotyzmu i filozoficznych rozmów o niczym. Jakże Pięknie mijał ten czas. Poprawiła makijaż i fryzurę. Przyjemne wspomnienie grzesznego pocałunku wciąż paliło policzek. Jak dobrze było zapomnieć na chwilę o tym, co było za drzwiami. Uciec, lub przynajmniej zatracić się w szaleństwie. Śmiała się do siebie i do wszystkich wokół. Ależ była urocza, ależ była lubiana. Czekał na nią i przyjaciel i kochanek i wielu innych gotowych ich zastąpić na jedno skinienie. Ależ była samotna... Uciec, boże, uciec, byle dalej!!! * Szary, duszny i gorący dzień trwał zbyt długo. Betony kradły promienie słońca, mieszały je ze spalinami, wonią perfum i śmieci. Tyle obowiązków, tyle odpowiedzialności. Racjonalnie, mądrze i konkretnie. Jeśli zarobi trochę pieniędzy. Łatwiej będzie się ustabilizować i sięgnąć po marzenia. O tak,